piątek, 9 czerwca 2017

Transfer ku nowemu .....



Kochani moi :) wiem że przez dłuższą chwilę mnie nie było lecz już pomału wracam.
Pragnę donieść, że u mnie wszystko dobrze lecz postanowiłam zmienić kilka rzeczy i stąd pojawił się
brak czasu na bloga - obiecuję, że wkrótce nadrobię zaległości :)

Jedną ze zmian jest właśnie mój blog, który będę przenosić na inną stronę a będzie to moja osobista strona.
Strona jest jeszcze w trakcie prac lecz już dzisiaj podaję linka http://beatagrudnik.pl/

Dlaczego nowa strona? .... ponieważ postanowiłam usystematyzować oraz zgromadzić w jednym miejscu wszystko to, co w życiu robię i co jest dla mnie ważne. A także podpisać się pod tym oficjalnie, ponieważ nie mam się czego wstydzić ;)

W takim razie ja zabieram się do pracy a Wam życzę miłego dnia i pięknego nadchodzącego weekendu
oraz oczywiście wielu Błogosławieństw od naszego Tatusia :)



 

czwartek, 9 lutego 2017

Walentynki tuż, tuż - tak to On ....


Witajcie kochani :)


Obiecałam ostatnio świadectwo Piotra i oczywiście pojawi się ono tutaj w przeciągu kilku dni.
Lecz póki co mam dla Was wyzwanie ;)





Już niedługo Walentynki, święto które wywołuje kontrowersję u wielu ludzi.
Jesteśmy Polakami a święto rzekomo przywędrowało do nas z daleka.
Generalnie święto nie kojarzy się ze świętem chrześcijańskim, czy w ogóle z Kościołem - ale czy na pewno ?

Wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć coś na temat tego świętego, a raczej na temat tych świętych ponieważ było ich trzech odsyłam choćby do strony poniżej
http://egzorcyzmy.katolik.pl/sw-walenty-patron-opetanych/

A ja już wyjaśniam jakie to wyzwanie :)
Razem z moją Przyjaciółką Zuzą rozmawiając o miłości Boga do nas wpadłyśmy na pomysł
aby zrobić na tym blogu coś zupełnie innego.

Będzie to seria o tym  " jak Bóg staje na naszej drodze i miesza nasze losy" ;)
To ma być seria o Was, pisana przez Was i dla Was :)
MIŁOŚĆ BOGA, JEZUSA, MATKI BOŻEJ może stać się inspiracją dla wielu ludzi.

Możecie też pisać o Waszej miłości do nich - ODWAGI !!! 

Tak więc już dzisiaj zapraszam do wysyłania Waszych historii do mnie na maila , a ja je opublikuje tutaj - jedna historia, jeden post. 
Co myślicie ? jeśli ktoś jest na TAK to ZAPRASZAMY :)

Pierwszą historię napisaną przez Zuzę umieszczę tuż przed Walentynkami - już dzisiaj zapraszam Was do czytania :)  





BŁOGOSŁAWIONEGO DNIA DLA WAS  :) 

niedziela, 22 stycznia 2017

Medjugorie, duchowa adopcja - jednym słowem MIŁOŚĆ

Dzisiaj będzie o Medjugorie, duchowej adopcji i wszystkim co miłością się zwie :)



Wiecie już z moje bloga, że jestem kobietą z przeszłością, od 11 lat po rozwodzie cywilnym.
Od 2 lat od kiedy jestem na nowej drodze życia - jedynej słusznej, na drodze z Bogiem rozeznawałam
co powinnam zrobić z moim małżeństwem kościelnym.
Coś w duszy mi mówiło, że powinnam wystąpić o unieważnienie małżeństwa,
bo tylko w ten sposób poczuje się wreszcie wolną osobą.
Dla mnie wolność była rozumiana jako niezależność, niezależność jako szczęście.

Tylko że przez całe te 11 lat od rozwodu właściwie byłam niezależna i wolna a jednak szczęście,
które wydawało mi się, że czuje szczęściem wcale nie było, w przeciwnym razie nie szukałabym miłości.
Wielokrotnie przez ten czas próbowałam ułożyć sobie życie, wpadając w coraz to nowy związek, który jak się wydawało miał mi dać szczęście, radość, miłość.
Budowałam "coś" na złych fundamentach, którymi to miał być drugi człowiek.

Jeżeli nasze szczęście miałoby zależeć od drugiego człowieka, to jakże nieszczęśliwi ludzie chodziliby
po świecie. Człowiek tak po ludzku jest zawodny, nie dotrzymuje wypowiedzianych słów, rani, zdradza, porzuca, myli wartości a do tego kiedy zamiast Boga uznaje bożki ......
to naprawdę słabe podwaliny aby cokolwiek zbudować i nie ma się co dziwić, że z góry jest to
skazane na porażkę.

Tak było i ze mną, nie tylko po rozwodzie ale i przed rozwodem.
Niby byłam wierzącą osobą, niby chodziłam do kościoła, niby wierzyłam ale jakże słaba
była moja wiara, skoro nie w Bogu a w ludziach szukałam oparcia i odpowiedzi.
Wielka szkoda, że w tamtych czasach nikt nie powiedział mi o skrótacji, o rozmowie z Bogiem tak bardzo bezpośredniej i jedynej formie gdzie "zły" nie ma dostępu.
Zamiast tego grzeszyłam chodząc do wróżek, stawiając tarota i czytając horoskopy.
Wiem wiem, niektórzy powiedzą, że to nic złego, że niewinna zabawa, znam nawet takich,
którzy próbowali mi wmówić, że tarot bardzo współgra z nauką kościoła.
Teraz wiem, że to wierutna bzdura, że "zły" podpowiada nam różne bzdurne odpowiedzi,
po to abyśmy dali się omamić wrażeniu, że jesteśmy tacy fajni i nic złego nie robimy....
a tak naprawdę otwieramy mu tylko furtkę aby mógł działać a to tylko krok od zawładnięcia nami.

Nie chce "złemu" poświęcać czasu bo nie jest go wart ani trochę ale chce Was ostrzec w tym miejscu,
że szatan to nie jest bajeczka dla niegrzecznych dzieci, taki wymysł po to aby nas straszyć, on niestety istnieje
i trzeba to wiedzieć, by móc z nim walczyć.
                     PAMIĘTAJCIE - JEŚLI BÓG Z NAMI KTÓŻ PRZECIW NAM.

Wracając do wątku tego posta, byłam bardzo zagubiona przed wejściem na właściwą drogę.
Jak pomyślę, że nawet mój ślub kościelny był nieprzemyślany w sposób, w jaki powinien być,
że myślałam tylko o tym, jak ma wyglądać wesele, jak ma wyglądać moja sukienka itp to żal mi samej siebie.

Żal mi również wszystkich par młodych, którzy przygotowania do swojego wielkiego dnia w życiu opierają właśnie na takich błahostkach jak pozory żeby wszystko pięknie wyglądało.
Oczywiście "oprawa" tego dnia jest bardzo ważna, gdyż będziecie wspominać to do końca życia ale.....
no właśnie ALE ....PODSTAWĄ DO ZAWARCIA MAŁŻEŃSTWA POWINIEN BYĆ BÓG.
Przez ostatnie kilka lat pomagałam przy organizacji ślubów, więc kiedyś napiszę i o tym całego posta, lecz teraz skupię się na moim małżeństwie.

Ślub kościelny był, chociaż na dzień przed ślubem czułam, że źle robię. Nie przerwałam tego jednak, ponieważ żal mi było ludzi, którzy byli zaproszeni, żal mi było mamy, że tyle przygotowań poczyniła i wydała tyle pieniędzy. Żal mi było wszystkich tylko nie siebie. Ja postanowiłam, że się grzecznie poświęcę w imię ......
no własnie w imię czego?
Nawet teraz nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, chociaż dokładnie pamiętam co czułam tego dnia i czego dowiedziałam się o sobie.

To było 25 lat temu a ja zmarnowałam tyle czasu, żeby dowiedzieć się, że tamtego dnia Bóg pobłogosławił
moje małżeństwo, a właściwie pobłogosławił nas 24 września rok wcześniej , to był dzień kiedy się poznaliśmy.
Skąd to wiem ?
takie słowo dostałam podczas robienia skrótacji : "błogosławie Wam od 24 dnia dziewiątego miesiąca" :)

Jeśli ktoś nie wie co to jest skrótacja, a chciałby się dowiedzieć - to pytajcie a ja Wam opowiem.
Najlepiej znaleźć ludzi, którzy Was tego nauczą - to niesamowita rozmowa z Bogiem w cztery oczy,
TYLKO BÓG I WY - coś pięknego :)

Jak zaczynałam pisać tego bloga, to miałam mnóstwo ran w sercu zrobionych przez mojego męża,
część z tych ran sama pogłębiałam wyrzucając sobie jaka to głupia byłam, część z tych ran pogłębiał
on pijąc coraz więcej i nie dając mi spokoju.

Jednak od 2 lat kiedy poznawałam Boga coraz bardziej, wiedziałam że przenigdy nie pozwolił by
na to, abym chodziła nieszczęśliwa.
Wiedziałam, że Bóg nie karze nas i że nie było Jego wolą aby moje małżeństwo legło w gruzach.
Bóg czasem dopuszcza coś złego aby w efekcie końcowym, kiedy pójdziemy za nim
ofiarować nam samo dobro i miłość którą nas darzy.

Tak było i w moim przypadku.

W październiku 2016 roku pojechałam do Medjugorie z pielgrzymką. Była to podróż mojego życia.
Tam pierwszy raz w życiu doznałam tak wielkiej miłości, że aż ciężko ją opisać.

Pisałam już o darze łez. Jadąc do Medjugorie też cały czas płakałam, płakałam do drugiego dnia
pobytu tam, płakałam do momentu aż poszliśmy na Górę Objawień.
Wchodząc na nią uspakajałam się powoli. W połowie góry byłam już zupełnie spokojna.
Słyszałam że ludzie doświadczają tam różnych rzeczy, czują zapachy, zasypiają w Duchu itp
ale myślałam, że ja niczego takiego nie doświadczę bo kimże ja jestem żebym zasłużyła na wyróżnienie.

Weszliśmy na Górę, uklękłam pod figurką, byłam spokojna, już dawno nie płakałam.
Obok mnie kobieta zaznała spoczynku w Duchu św. - szczerze to jej zazdrościłam, ale zawsze tego
 (nie wiedzieć czemu) się bałam. A ja byłam tak po prostu szczęśliwa, że dotarłam do Medjugorie bo przecież rok wcześniej bałam się wyjechać z Krakowa.
Tak po prostu byłam szczęśliwa, że wyszłam na tak wysoką górę, bo przecież jestem chora
i są dni kiedy ledwo chodzę.
I wtedy stało się coś niesamowitego : poczułam jak po moim prawym policzku spływa łza -
jedna łza, a potem po drugim policzku spływa również jedna łza .....
to nie były takie zwyczajne łzy, to były łzy jakby z ciepłej oliwy.
Ciepło tych łez było tak bardzo kojące....
Poczułam wtedy  WSZECHOGARNIAJĄCĄ MIŁOŚĆ, która wypełniła całe moje ciało,
czułam wręcz fizycznie jakby ktoś wyciągnął moje serce, wygłaskał je z każdej strony,
zalepił w nim dziury, zalał ciepłym uzdrawiającym balsamem, jakby MARYJA PRZYTULIŁA MNIE DO SIEBIE - tak tak jestem dzieckiem BOGA :) na samą myśl o tym, czuje jakbym to przeżywała ponownie.
Nigdy takiej MIŁOŚCI nie doznałam, ciągle szukałam i szukałam a znalazłam ją tam, gdzie kompletnie się tego
 nie spodziewałam.
To było tak wyzwalające, tak niewiarygodnie piękne.... zaczęłam się rozglądać wokoło czy aby ludzie widzą
to co mnie spotyka - każdy miał zapewne własne doznania, ponieważ raczej nikt nie patrzył na mnie,
wszyscy byli cudownie pogrążeni w modlitwie.

Życzę każdemu aby mógł doświadczyć takiej właśnie miłości, już nic nigdy nie będzie takie samo.
Moje stare serce zostało w Medjugorie, a ja wróciłam z nowym......
TAK KOCHA BÓG, TAK KOCHA NAS MATKA PRZENAJŚWIĘTSZA :)

Wracając do mojego małżeństwa, to właśnie w Medjugorie zdałam sobie sprawę, czego ode mnie oczekuje Bóg a co chciała mi przekazać Maryja - pokazała mi jak Ona potrafi kochać.
Oczywiście jestem tylko małą kropelką w wielkim oceanie bożej miłości i pewnie nigdy nie będę umiała tak kochać, ale muszę zrobić wszystko aby każdego dnia stawać się doskonalsza w swojej miłości
lecz aby tak mogło się stać zrozumiałam , że najpierw muszę przebaczyć.
Przebaczyć sobie za wszystkie potknięcia, upadki, niedoskonałości....
Przebaczyć tym, którzy mnie wykorzystali, skrzywdzili, zranili......
Przebaczyć mężowi za to co było.

Nadarzyła się taka okazja.
Podczas jednej z katechez w Klasztorze Ośmiu Błogosławieństw, tuż po zawierzeniu swojego serca Maryji siostra prowadząca powiedziała, żeby wybrać sobie osobę, która nas bardzo skrzywdziła a następnie zaadoptować ją na 9 miesięcy. Adopcja polega na codziennej modlitwie za tą osobę.
To dopiero lekcja miłości dla nas, bo przecież łatwo się modlić za osoby, które kochamy, za osoby które nas kochają .....ale za oprawców, wrogów to raczej ciężko a wręcz prawie niemożliwie.

W tym miejscu, powiem Wam że warto spróbować - nie ma nic bardziej wyzwoleńczego dla nas samych jak właśnie modlitwa za nieprzyjaciół. Jeżeli Wam ciężko nawet o tym myśleć - to nie myślcie, tylko to zróbcie. Gwarantuje Wam, że wolność i uzdrowienia serca samo do Was przyjdzie.
Kiedyś pewien ksiądz powiedział :" ..nie szukaj Boga rozumem, tylko sercem..." i to jest prawda,
kiedy tak zrobisz Bóg sam będzie wiedział jak do Ciebie trafić :)

Tak więc po słowach siostry pomyślałam sobie ....
no dobra małżeństwo mi nie wyszło, to może adopcja się uda ....
haha wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo się uda.

Przy okazji powiem, że jak wyjeżdżałam to prosiłam ludzi o ich intencje, że zawiozę do Mateczki.
Moja synowa poprosiła o uwolnienie mojego męża z nałogu alkoholizmu, ja też się o to modliłam
 i moje dzieci od dawna o to proszą w modlitwie.

Tak więc zaadoptowałam mojego męża i tak modlę się każdego dnia za niego.
Na owoce modlitw oraz intencji nie trzeba było długo czekać.
Po miesiącu od powrotu z Medjugorie stał się cud, na moich oczach stał się cud.
Ale pozwólcie, że napiszę o tym kolejnego posta - będzie to świadectwo Piotra.

Dzisiaj zobaczcie jak niesamowicie piękna jest nasza Matka i posłuchajcie jak Matka Boża
działa w życiu innych ludzi - w Waszym też zapewne chce działać,
tylko zaproście ją do swoich serc i domów a okaże Wam swoją miłość.
Ona nie wchodzi w niczyje życie nieproszona. Dajcie Bogu się złapać i poprowadzić.

Jak w słowach piosenki autorstwa mojej córki Ani, mimo że jest to piosenka o miłości kobiety do mężczyzny, to świetnie tutaj pasuje : "... Kocham Cię kochanie! znów biegnę do Ciebie w zwolnionym tempie czekam aż mnie złapiesz. Nie bój się ja za nas walczę, jeśli tylko zechcesz dodaj trochę siebie a wygramy na starcie...." 
Dzisiaj ŚWIADECTWO PATRYKA, Kanadyjczyka który tak zakochał się w Matce Bożej, że zapragnął zamieszkać blisko niej :) niestety z przyczyn technicznych musicie sobie skopiować poniższy link.



A na koniec jeszcze coś o MIŁOŚCI, która jest w życiu najważniejsza - tylko pamiętajcie aby fundamentem w tej miłości był Bóg .... tylko taka jest w stanie przetrwać wszystko :)

List do Koryntian

13 1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 
a miłości bym nie miał, 
stałbym się jak miedź brzęcząca 
albo cymbał brzmiący. 
2 Gdybym też miał dar prorokowania 
i znał wszystkie tajemnice, 
i posiadał wszelką wiedzę, 
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. 
a miłości bym nie miał, 
byłbym niczym. 
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
4 Miłość cierpliwa jest, 
łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
5 nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
7 Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma. 
8 Miłość nigdy nie ustaje, 
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, 
albo jak dar języków, który zniknie, 
lub jak wiedza, której zabraknie. 
9 Po części bowiem tylko poznajemy, 
po części prorokujemy. 
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, 
zniknie to, co jest tylko częściowe. 
11 Gdy byłem dzieckiem, 
mówiłem jak dziecko, 
czułem jak dziecko, 
myślałem jak dziecko. 
Kiedy zaś stałem się mężem, 
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; 
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: 
Teraz poznaję po części, 
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: 
z nich zaś największa jest miłość.

  
Pozostańcie w miłości - błogosławionego tygodnia Wam życzę :)

piątek, 6 stycznia 2017

A wszystko to, bo Ciebie kocham

Pokój z Wami kochani, którzy to czytacie :)

Jak to zwykle w moim blogu bywa, miałam napisać dzisiejszego posta o tym co wydarzyło się
u mnie i ludzi dla mnie bliskich w ostatnim czasie.
Jednak od dłuższego czasu jestem pewna, że nie ja jestem autorem tego bloga oraz tego,
że nie mam wpływu kiedy jaka opowieść się ukaże :)

Jak się człowiek odda Bogu całkowicie, to nawet na bloga nie ma wpływu hahaha

W tym żarcie jest sporo prawdy, ponieważ jak ostatnio czytałam "swoje" zapiski,
to śmiem twierdzić, że jestem tylko narzędziem w rękach Boga i to On decyduje
co i kiedy ma się tutaj znaleźć.
A że łaska Pana jest WIELKA to tematy się nie kończą,
a że łaska Pana jest WIELKA to każdego dnia jestem świadkiem wielu cudów -
DZIĘKI CI PANIE 

Wczoraj zdałam sobie sprawę, że Bóg przez lata przyprowadzał mnie do siebie
poprzez moje dzieci.
W momentach kiedy zapominałam o Bogu, On miał dla mnie taki o to plan :
- córka Ania dostanie dar pięknego głosu, będzie śpiewała przez    całe swoje życie, potem pójdzie do katolickiej szkoły Pallotynów,  wykorzysta swój głos w chórze kościelnym,
- syn Damian będzie uczestniczył w Oazie, śpiewał w chórze,    później podczas przygotowań do Bierzmowania pozna dziewczynę Aleksandrę, która jak się później okaże zostanie będzie Jego przyszłą żoną, następnie razem z nią pójdą na katechezy i wstąpią na drogę Neokatechumenalną.

Boże kochany jak zwykle szokujesz nadmiarem wydarzeń :)

To tylko skrót wydarzeń, które działy się na przełomie 11 ostatnich lat, kiedy to zostałam
"świeżo upieczoną rozwódką" - jak mi się wydawało szczęśliwą ponad miarę, bo wreszcie uwolniłam się spod ucisku męża, z którym tylko same problemy były a ja ciągle przy nim płakałam.

Już wiecie, że mój mąż pił przez lata, że wszystko było na mojej głowie i takie tam sytuacje
niemożliwe do naprawienia. Szukałam miłości, której nie mogłam nigdzie znaleźć.
Próbowałam sobie ułożyć życie w coraz to nowych związkach.
Może nie było ich tak wiele, ale były i wszystkie kończyły się tak samo. Początek tych związków również miał wspólny mianownik a było nim POSZUKIWANIE MIŁOŚCI .

Był to też czas kiedy całkowicie zapomniałam o Bogu, ale On BÓG o mnie pamiętał :)
I właśnie tak sobie pomalutku, spokojnie, każdego dnia prowadził moje dzieci abym i ja podążała za nimi (jako dobra matka ma się rozumieć).
Tym sposobem czyli PLANEM BOSKIM uczestniczyłam w życiu swoich dzieci, czyli życiu Kościoła ponieważ musiałam być na każdej mszy, na której oni śpiewali, na każdym przedstawieniu typu Jasełka, na Bierzmowaniu itd
Nikt mnie do tego nie zmuszał, ale BÓG ZNA NAS PO IMIENIU i wie, że do mnie najlepiej trafić poprzez dzieci, które zawsze kochałam i kocham nad życie, wie że byłam i jestem z nich dumna, uwielbiałam i uwielbiam być świadkiem jak się rozwijają i że nie mogłabym przepuścić żadnej okazji związanej z nimi właśnie :)

Ot i właśnie tak sobie to Pan Bóg wymyślił, że dał mi NAJPIĘKNIEJSZY DAR W ŻYCIU CZYLI MOJE DZIECI :) 
I  uczynił ze mnie matkę, o której niektórzy mówią, że jest nadgorliwa, nadopiekuńcza itp
No tak, czas prawdzie spojrzeć w oczy - TAK, TAK, TAKA TA MATKA WŁASNIE JEST ;)
Ale z biegiem czasu widzę, że choć potykałam się po drodze i popełniałam błędy matczynej nadgorliwości,
to w podsumowaniu nie wyszło chyba najgorzej haha .........
ale to już muszą moje dzieci ocenić ;)

No dobrze tyle wstępem do Boskiego Planu :)

Trzy lata temu, kiedy byłam jak mi się wydawało w najlepszym ze związków od kilku lat,
nagle zaczęłam czuć, że i tak czegoś mi brakuje.
Wewnętrznie "coś" mi mówiło, że źle postępuje i że nie tędy droga - ale jak przerwać "coś", co wydaje się być darem od losu po tylu latach zaczynania wciąż od początku ?
No właśnie "coś" - nie miłość, nie dobro, nie szczęście, nie małżeństwo, tylko "coś".
COŚ to określenie czegoś bliżej niezidentyfikowanego, bezimiennego.
Tak więc "COŚ" nie może być dobre jak mi się wówczas wydawało.

Jeszcze jedna WAŻNA sprawa - doszłam do wniosku, że całe moje życie to było szukanie
CZEGOŚ ZAMIAST. Tak dzieje się wtedy jeżeli szukacie tego "czegoś" ale nie wiecie czego, że więc łapiecie się wszystkiego co się przytrafia po drodze "zamiast" tego, czego naprawdę Wam brakuje. Mam nadzieję, że nie jest zbyt skomplikowane.

No dobrze  TYLKO CO BYŁO TYM CZYMŚ czego mi brakowało?
I ZAMIAST CZEGO tego szukałam?

Wtedy nagle przypomniałam sobie o Bogu - bo jak by inaczej skoro jak trwoga, to do Boga.
Uzmysłowiłam sobie, że każda Msza św. na której byłam w tamtym czasie
(ciężko było wtedy mówić o pełnym uczestnictwie), czyli każda msza na której bywałam z powodu oczywiście "występów gościnnych" moich dzieci ( nie Boga) jest przeze mnie przepłakana.

No ludzie jak to? Beata weź się zastanów i uzmysłów sobie wreszcie, że na każdej Mszy
ryczysz jak bóbr, że to trwa przez tyle lat.
Noooo Beata nawet jak już masz świadomość tego płaczu i ze wszystkich sił starasz się go powstrzymać to i tak łzy same leją Ci się po policzkach.

Kobieto czy Ty jesteś nienormalna ? czy tylko taka ślepa , żeby tego nie zauważyć?
Ja Cię sunę, faktycznie jestem jakaś dziwna:)

Dopiero Ola wówczas dziewczyna mojego syna powiedziała do mnie :
" to cudowne Pani Beato, to wielki DAR ŁASKI te łzy, ludzie mają rożne dary a Pani
widocznie taki dostała" .........  Ola, że co ja dostałam ? jaki dar kobieto, o czym Ty mówisz? haha

Jak sobie przypomnę tamte chwile, to śmieje się jak dziecko ale OLA TO DOBRY DUCH NASZEJ RODZINY I MOJA DUCHOWA PRZYJACIÓŁKA, nawet teraz ( a może szczególnie teraz) kiedy od 2 lat jest moją synową ;)  DZIĘKUJĘ CI OLEŃKO ŻE JESTEŚ !!!

Faktycznie jestem jakaś inna ;)
No ok ok ale co teraz mam zrobić ? tamte słowa wprowadziły w mojej głowie zamęt, no bo jak to ?
Ja grzesznica, ja poraniona kobieta ciągle chodząca po krawędzi żyletki dostałam jakiś DAR ?

I dlaczego akurat taki ? Skoro Bóg chciał mi coś dać, to przecież wiedział, że ryczę przez całe swoje życie,
a On daje mi dalszy płacz........ A nie mogłam dostać DARU MIŁOŚCI ?
   
Skoro już dostałam ten dar, to coś trzeba było z nim zrobić ..... tylko co ?
.....ryczeć, ryczeć,ryczeć, Eucharystia - płacz, Modlitwa - płacz, świadectwa ludzi - płacz,
Uwielbienie - płacz ....... O Matuchno kochana przecież ja mam jakiś monopol łez :)

Wracając do wątku powrotu do Boga, usłyszałam o Seminarium Wiary w Kościele Matki Bożej
Pocieszenia na ul.Bulwarowej w Nowej Hucie.

Postanowiłam, że może poznam choć odrobinę Tego, który chce mnie wykończyć
tym Darem łez.
Całe Seminarium jest niesamowite - POLECAM wszystkim, a jest organizowane co roku więc można
iść w każdym momencie.
Dzisiaj nie będę opowiadać o całym Seminarium - nie zabiorę Wam tej radości odkrywania
Boga indywidualnie i oczywiście siebie samych ;)

Opowiem o zakończeniu, a wyglądało tak ......

Koniec Seminarium -  modlitwy wstawiennicze.
Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli takich modlitw, polegają na tym, że siadasz lub stoisz a nad Tobą modlą się inni ludzie (przeważnie kilka osób).
To są szczególne osoby, które swoją szczególność zdobyli przez lata rozwoju duchowego,
którego fundamentem jest Trójca Przenajświętsza (tak w skrócie moimi słowami ).

Jak przyszedł moment abym podeszła do takiej modlitwy, to uciekłam z Kościoła.
Ciężko mówić czego się bałam, bo nic złego się nie działo lecz myślę sobie tak z biegiem lat,
że może wyczuwałam, że moje życie może się zmienić i to był strach przed nowym, nieznanym.
Dodatkowo w tamtym czasie, jak już pisałam powyżej byłam w związku, który jak mi się wydawało
nie powinien mieć miejsca ale z drugiej strony był (na tamten moment mojego myślenia)
najlepszym co mogło mi się przytrafić.
Tak więc uciekłam, stanęłam przed Kościołem a wtedy pojawiła się dziewczyna i bez zbędnych
pytań powiedziała : " tam stoi trzech facetów, to Rycerze św. Michała Archanioła - są od rzeczy niemożliwych
i na pewno ci pomogą"...... ŻEEEE COOO ? RYCERZE W XXIw.?
Oczywiście popatrzyłam na nią jak na kosmitkę, pomimo że już wtedy wiele zdązyłam widzieć. Byłam wtedy chyba ostatnią osobą, która podeszła aby się nad nią pomodlić, ponieważ
zupełnie w to nie wierzyłam, ale to nic a nic.
No cóż, skoro się powiedziało A to trzeba powiedzieć B, przecież nic mi nie zrobią,
jak nie będę chciała to i tak na siłę życia mi nie zmienią - zresztą i tak nic nie da się zrobić ....

Pomimo braku wiary oraz wstydu,że muszę o swoich problemach opowiadać facetom, do których nie miałam zupełnie zaufania podeszłam.
Opowiedziałam im w skrócie, i powiedziałam też, że nie wiem o co się mają modlić,
bo nie widzę żadnego rozwiązania a Oni próbowali mi powiedzieć , że moje
życie nie jest na dobrej drodze lecz skoro tu przyszłam to jestem w dobrym miejscu. Powiedziałam tylko : "dobra róbcie co chcecie, skoro nie umiem sformułować prośby
...... no może pomódlcie się o wyprostowanie mojej drogi".

PRZYPOMINAM, ŻE NIE MIAŁAM WTEDY WIARY ZA GROSZ.
Po tej modlitwie już nic nie było takie samo, oczywiście nie stało się to od razu ale po 10 miesiącach byłam już na dobrej drodze- drodze nawrócenia, biegnąc do spowiedzi i przyjmując komunię, której tak bardzo pragnęłam. Po roku zdałam sobie sprawę, że dniem nawrócenia jaki wybrał dla mnie Pan był 8 grudnia. Kiedyś nie miałam świadomości jakie to Święto, do czasu jak do mnie to dotarło,
to zaczęłam ryczeć jak dziecko, to było jak grom z jasnego nieba......
( I znowu Dar łez ...... ten Dar okazał się niezwykle uwalniający :) )

Nie dość, że tego dnia jest Godzina Łaski, to jeszcze jest to Święto Niepokalanej Marii Panny

To niesamowite jak Bóg nas kocha i jak nas zna po imieniu, wie co dla nas będzie najlepsze  

CHWAŁA PANU I RYCERZOM ŚW.MICHAŁA ARCHANIOŁA!!!

Dzisiaj wiem do czego mnie Bóg tak pięknie przygotowywał i będę to opisywała dalej.
Jednak gdyby ktoś mi wtedy powiedział ile ŁASK BOŻYCH będzie mi jeszcze ukazanych to nigdy bym nie uwierzyła - nie byłam gotowa i Bóg o tym wiedział.

Od tamtej pory modlitwy wstawienniczej minęło prawie 3 lata, od momentu pierwszej spowiedzi,
którą odbyłam po latach i przyjęłam Najświętszy Sakrament do serca minęły 2 lata.
Ten czas, to czas rozwoju, wzrastania w Bogu, a także przygotowania na to, co wydarzyło się 2 miesiące temu i dalej się rozwija :) lecz o tym opowiem następnym razem :)

LIST DO RYCERZY ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA
Jesteście dla mnie Rycerzami XXIw, którzy stają murem za każdym potrzebującym.
ZA TO WAM STOKROTNE BÓG ZAPŁAĆ !!!!
BĘDĘ SIĘ MODLIĆ ABY DOBRY BÓG DAŁ WAM WIELE ŁASK ZA ŻYCIA I W NIEBIE. AMEN

Wszystkim czytającym mojego bloga, życzę WIELU ŁASK W NOWYM ROKU 2017

DZIĘKI CI PANIE ZA ŻYCIE I ZA TO, ŻE MOGĘ ŚWIADCZYĆ O TOBIE !!!!



poniedziałek, 7 listopada 2016

Boże żartownisiu - jak mogłeś?

 Dzisiaj będzie o Bogu, który od żartów nie stroni :)



Jest niedziela, a właściwie już poniedziałek ponieważ od północy minęło 40 minut.
Nie zauważyłam upływającego czasu ponieważ zamarłam w stanie szoku jakiś czas temu.... jak długo to trwało to nie mam pojęcia ale fakt jest jeden : środek nocy a ja w zupełnym osłupieniu siedzę na łóżku i powtarzam w kółko "Boże ....jak mogłeś? Kiedy wymyśliłeś sobie taki plan na moje życie? Jak to się stało, że nie zauważyłam?"

A i owszem tak wiele podziało się w moim życiu odkąd postanowiłam pisać tego bloga,
że przez ostatni czas bardzo długo milczałam ponieważ najzwyczajniej w świecie
nie wiedziałam o czym najpierw powinnam napisać.
Pomyślałam że wszystko tak ładnie układa się w całość, że wstanę rano i wreszcie
podzielę się z Wami moimi ostatnimi przeżyciami a tu upsss !!!

Nie będzie to jutro lecz dzisiaj dzisiaj, nie będzie to w ogóle to o czym myślałam że napiszę.....
no ok już nie mące więcej tylko zacznę od początku....


Jakiś czas temu w mojej Wspólnocie Prezbiter opowiedział o swoim wyjeździe do Medjugorie.
Medjugorie znaczy dosłownie "pomiędzy górami", tam właśnie w malej wiosce
w obecnej Bośni i Hercegowinie ukazała się małym dzieciom Matka Boska.
Było to ponad 30 lat temu, te dzieci są obecnie w moim wieku i w dalszym ciągu Matka Boska przychodzi do nich.

Czyż to nie jest piękne ?
Często słyszeliśmy o objawieniach naszej Matki ale były to opowieści z dawnych lat,
a tu nagle wiadomość, że jest miejsce, że są ludzie którym ciągle to się przydarza - można powiedzieć, że dzieje się to teraz i to naszych oczach.
Ale nie o samym Medjugorie chcę dzisiaj napisać, tylko o tym, że jak pomyślę,
że jest jeszcze wielu ludzi, którzy tam nie byli, którzy nie poczuli tego na własnej skórze
to jedno pytanie tylko się nasuwa - JAK TO MOŻLIWE?
To tak jak z uczestnictwem we Mszy św. - tylu ludzi chodzi ale czy coś słyszy podczas tej mszy ?
Słuchacie czytań ? Przecież tam sam Bóg do Was mówi, daje Wam wskazówki jak żyć.
A my co? Głusi jak pień, wracamy do naszych codziennych zajęć i tylko się szarpiemy z życiem, zamiast oddać to Bogu.

Własnie jak to możliwe, że skoro owe dzieci z Medjugorie są w moim wieku,
to ja dopiero teraz o tym wszystkim usłyszałam?

I tu jest wielka tajemnica Boga - widać nie byłam na to wcześniej gotowa.

Odpowiedź jest jedna lecz ma dwa etapy - dotyczą one nie tylko mnie ale większości z Was.

Po pierwsze przez bardzo długi okres naszego życia chodzimy ślepi i głusi na wielkie łaski,
które Bóg dla nas przygotował.
Nie potrzeba Medjugorie żeby dostrzec jak bardzo ludzie uciekają teraz od Kościoła
tłumacząc sobie, że sami są kowalami swojego losu

"Bóg ? ..... zwariowałaś? ............
to ja jestem Panią, Panem swojego losu, Boga nie ma, bo gdyby był ....."
i tu zawsze pojawia się litania argumentów nie do podważenia : wojny na świecie, umierające
lub chore dzieci, bieda, wręcz ubóstwo, rozpadające się rodziny itd
Mogłabym wymieniać w nieskończoność, ponieważ tyle złych rzeczy ostatnio słyszałam na temat braku Boga, że gdybym Go jeszcze nie doświadczyła to z pewnością dałabym się omamić
tym kłamstwom.

Nie chcę oczywiście oceniać tutaj nikogo, wręcz przeciwnie jestem na takim etapie
swojego życia, że gdy słyszę że Boga nie ma to wręcz płakać mi się chce,
jak bardzo ubodzy są Ci ludzie, którzy tak mowią, jak bardzo musi im być w tym życiu trudno.

A przecież On nam powiedział " Przyjdźcie do mnie Wy wszyscy, ktorzy utrudzeni jesteście a Was pokrzepię".
Chcialabym krzyczeć : LUDZIE JA NIE JESTEM NIKIM WYJATKOWYM,
ŻE DOSTĄPIŁAM ZASZCZYTU ŁASKI, ŁASKI WRĘCZ FIZYCZNEGO SPOTKANIA
Z BOGIEM!!!   ON WAS KOCHA TAK SAMO JAK MNIE, MA DLA WAS DOKŁADNIE TE SAME ŁASKI, TYLKO MU NA TO POZWÓLCIE.

Gdybyście tylko wiedzieli jak można odpocząć w łasce Pana, to wszyscy chodzilibyście
wypoczęci i uśmiechnięci. Gdybyście wiedzieli jak bardzo On Was kocha, to nikt nie szukałby miłości tam gdzie jej nie ma, nie tracilby czasu ani sił na przypodobanie się za wszelką cenę tym ludziom, ktorzy Was nie szanują, nie chcą.

No cóż lecz nawet tutaj w przypadku Bożej milości można przytoczyć powszechnie znane powiedzenie "cały w tym ambaras aby dwoje chciało na raz".

Dokładnie tak - On nas kocha, poświęcił dla nas swojego syna, DLA NAS powtarzam, nas wszystkich a my każdego dnia mowimy mu "sorry nie dzisiaj".

Jestem matką i nie wyobrażam sobie, żebym poświęciła ktorej z moich dzieci dla kogokolwiek, wręcz przeciwnie, kiedy tylko ktoś chce je skrzywdzić rzucam się jak lwica żeby je bronić.....
a co dopiero dobrowolnie oddać ich w ręce oprawców.

I to w jakiej sprawie?
 za kogoś kto mialby mnie gdzieś ?
nooooo to jeszcze nie oszalałam.....

Lecz skoro już tak się zdarzyło, że Bóg własnego Syna Jezusa Chrystusa wydał w ręce
oprawców za mnie ( i za Ciebie ) żeby mnie żyło się lepiej, żebym nie taplała się
we wszechobecnym bagnie, ciemności podobno której boi się 90% populacji ludzi
a jednak na co dzień nie dostrzegają światła, to ja mam go teraz kopnąć w cztery litery?
i do tego powiedzieć jeszcze
" SORRY BOŻE, ALE CO TY MOŻESZ? ... TO JA JESTEM PANIĄ SWOJEGO ŻYCIA"
Noooo NIE!!!  litości ludziska budzimy się, teraz jest najlepszy moment !!

A może zamiast tego powiedzieć :
" Ok. Boże, co prawda nie znam Cię jeszcze, nie widziałem, jestem jak niewierny Tomasz
i muszę Cię dotknąć, więc - SORRY ale pokaż co potrafisz".

Nawet nie macie pojęcia jakie by to bylo dla każdego z Was jak cudowne uzdrowienie,
jak z najgorszej postaci raka - wiem co mówię, ponieważ doświadczam tego każdego dnia.

Mnie możecie nie wierzyć, możecie się śmiać że nawiedzona jakaś się znalazła..... możecie,
macie do tego święte prawo (które też od niego pochodzi, wszak to wolna wola jest).....

Lecz MOŻECIE też dać mu szansę, taką szansę o jaką czasem prosicie swoją żonę, męża, narzeczonego, partnerkę, przyjaciela kiedy coś nawalicie.
Ludzi bliskich sercu potrafimy czasem błagać o jeszcze jedną szansę, więc dlaczego nie dać jej JEMU?
Wystarczy powiedzieć "DAJE CI POZWOLENIE - NOOO! DZIAŁAJ BOŻE " - jestem pewna,
że ktoregoś dnia ktoś z Waszych bliskich znajdzie Was w takiej pozycji jak ja siebie dzisiaj dostrzegłam, pozycji wszechobecnego stanu szoku, jaki ja doznałam dzisiaj.
Tego co Bóg dla mnie przygotował nie mogłam odkryć wcześniej, bo nie byłam na to gotowa.
On mnie pomału przygotowywał do tego dnia - ciekawe co będzie dalej :)

I tu przechodzimy do punktu drugiego

2) Gdybyście teraz się dowiedzieli co Bóg dla Was zaplanował już w momencie kiedy Was
tworzył to żadne z nas mogłoby tego nie przeżyć.
NIE JESTEŚMY GOTOWI na aż tak wielki szok, dlatego zarówno oczy jak i uszy
otwierane są nam powoli.
Dopiero później jak zaczynamy przypominać sobie momenty z naszego życia, to zaczynamy jasno widzieć działanie Boga w tym naszym wydawałoby się skrzętnie zaplanowanym przez nas samych życiu. Zaczynamy widzieć, jak Bóg pomaleńku skreślał każde z naszych marzeń i mówił :
"SORRY BEATKO NIE TĘDY DROGA".
Booooże jaki Ty potwór jesteś ......
a on wtedy dopowiada:
" SPOKOJNIE KOBIETO, MAM DLA CIEBIE COŚ LEPSZEGO" i daje nam "TO".
A my SZOOOOOK :):)

No cóż już tacy jesteśmy, że uwielbiamy układać sobie życie, tak skrupulatnie dzień za dniem, tak skrupulatnie na kilka lat do przodu. A Pan Bucek ciągle mówił :"SORRY ALE NIE".

I co wtedy? gdzie nie spojrzeć w przeszłość to wszystko nam psuł, coraz większy ból naszego EGO, jakże ono jest wielkie, a za nim pęcznieje w chwale nasza PYCHA.
Otwieramy oczy, nadstawiamy uszu a tu tylko jedno BÓL....
oj! jak boli ...... nooooo musi boleć......
ból jest tym większy im większe nasze ego i pycha kiedy zdamy sobie sprawę, że nasza droga nie działa.....

Lecz spokojnie!!! Im większy ból, tym większa łaska :)

Ból szybko minie kiedy mu powiecie no dobra Boże zabierz to ode mnie, nie chce tego wszystkiego.
To tak jak byliśmy dziećmi i mówilismy do rodzicow "już będę grzeczna, grzeczny tylko nie mówmy juz o tym".
I ja Wam mówię : "SPOKOJNIE"
On Wam wszystko złe zabierze, uzdrowi Wasze serca, odpoczniecie przy nim i daj Boże w nim samym ( mam na myśli sakrament komunii)-  wystarczy tylko chcieć, wystarczy tylko poprosić.

Tak sobie pomyślałam, że same moje słowa które mam w głębi duszy nie wystarczą,
niektórzy ludzie o typie nazwijmy to "naukowca" potrzebują namacalnych dowodów, "PRZYCZYNA-SKUTEK" itd., tak więc czas na moje kolejne świadectwo.

Cztery lata temu moja sytuacja życiowa nagle stała się nazwijmy to dość krytyczna.
Dokładnie mówiąc straciłam pracę i na jakiś czas, dość długi zresztą pozostałam
bez środków do życia. Pomogli mi oczywiście wtedy moi bliscy, jednak jako samotna matka
i przy okazji dumna kobieta szukałam różnych sposobów aby nie być zależną od kogokolwiek.
Moją traumą życiową zawsze było proszenie o pomoc, więc i teraz nie chciałam tego robić, wydawało mi się to takie ujmujące mojej dumie, mojemu ego.
Ponieważ przez całe swoje życie nigdy nie stroniłam od pracy, zawsze pracowałam na kilku
etatach, tym ciężej było mi zrozumieć dlaczego nie mogę tej pracy znaleźć.
To trwało jakieś pół roku. Przez ten czas codzienną moją "pracą" stało się przeszukiwanie
ofert pracy, wysyłanie CV, chodzenie na rozmowy i tak przez 8 godzin dziennie
przez pół roku.
I co? i dalej nic.
Któregoś dnia już zupełnie zrezygnowana, wracając z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej,
nagle poczułam że muszę wstąpić do kościoła.
Kościół o którym mowa oddalony był od mojego domu kilka przystanków, więc wysiadłam
z tramwaju i poszłam. Na co dzień do kościoła raczej nie chodziłam, ponieważ żyłam tylko poszukiwaniem pracy, poza tym nie miałam zwyczajnie kasy żeby dojechać do tego kościoła. Powiecie że mogłam iść na nogach.... owszem mogłam, tylko po co?
Zresztą miałam swój parafialny kościół nieopodal domu, tak więc też mogłam do niego wstąpić.
Lecz człowiek upadły jest człowiekiem tak bardzo wątpiącym, tak bardzo tkwi w ciemności,
że przestaje widzieć sens życia, a co dopiero sens chodzenia do kościoła, więc gdyby zawieźli mnie do tego kościoła, też pewnie znalazłabym jakąś wymówkę.

Tak więc byłam tak zrezygnowana, tak zmęczona a wręcz wykończona psychicznie,
że jak weszłam do kościoła to zdołałam tylko paść na kolana przed obrazem Najświętszego Serca Jezusa i wykrztusić z siebie słowa, które to miały wytłumaczyć mnie przed Bogiem dlaczego Go tak skrzętnie omijam i przy okazji mile połechtać moje ego, że niby nie ze swojej winy
do tego kościoła nie chodzę.

Słowa moje brzmiały:
" Panie Boże Ty wiesz, że przychodziłabym tu codziennie ale jest mi nie po drodze".

Tylko tyle...... a może aż tle ! ..... jedno zdanie, które zmieniło moje życie.
A tak przy okazji to uważajcie jak się modlicie, jakie słowa wypowiadacie, bo mogą się wypełnić.

A następnie pojechałam tramwajem do domu, z lękiem że nie mam na bilet, a jeszcze tego by mi brakowało żeby mnie złapali bez biletu.

Nie pamiętam ile dni minęło zanim ktoś zaprosił mnie na rozmowę, ale efektem mojego jednego zdania, które miało być moją wymówką była PRACA.

Taaaaaaak dostałam pracę !!! Nareszcie ją znalazłam!!!!
Minęło co prawda dwa miesiące ale ją dostałam.

Nie widzicie nic dziwnego?
Ktoś powie "no co w tym dziwnego ? szukała i wreszcie znalazła".

Cały myk w tym, że praca którą dostałam była zaledwie kilkanaście metrów od Kościoła,
w którym klęczałam jeszcze chwilę temu, tłumacząc się "Boże jest mi do Ciebie nie po drodze". 
A Bóg na to : "Mówisz i masz".

Żebyś już nie miała wymówki, to oprócz pracy załatwiłem Ci codzienne
odwiedziny u mnie, w moim domu. ZAPRASZAM CIĘ !!!
No jaja pańskie ja Wam powiem :):)
Każdego dnia jestem coraz bardziej zaskakiwana co też Bóg żartowniś ma dla mnie przygotowane :)
Ale też każdego dnia dziękuję Mu za to, że tak świetnie bawi się moją osobą, ponieważ wiem,
że tylko On wie co jest dla mnie najważniejsze :)

Aż jestem ciekawa, co na to umysły "naukowe".

O Medjugorie oraz reszcie cudów i znaków na mojej drodze opowiem następnym razem,
jest tego tak dużo, że dostalam ostatnio od Przyjaciół przydomek "Beata od Znaków" :)
Za przydomek dziękuję - jest Booooooski ;) a teraz idę na zasłużony odpoczynek.
Jutro od rana będę chwalić Boga za Jego wielką miłość do nas i dziękować za wszystkie łaski, którymi tak obficie nas obdarza - wystarczy tylko poprosić. Ja już nauczylam się prosić, a Wy?

Wielu Błogosławieństwa Wam życzę na Waszej drodze :)


środa, 10 sierpnia 2016

Babcia - mój pierwszy raz




Dawno nic nie publikowałam. Nie oznacza to,że nie pisałam - pisałam ale ciągle nie mogłam się zdecydować jak Wam przekazać to,co gdzieś w środku mojej duszy układa się     
w całość.
Nie łatwym jest przekazanie innym ludziom swoich myśli, tak aby w łatwy sposób mogli je zrozumieć, dlatego czasem lepiej odczekać aż myśli poukładają się "same".

STAŁO SIĘ - dwa miesiące temu urodził się mój wnuczek Filipek, tak tak zostałam BABCIĄ.



BABCIA - dla mnie to coś przedziwnie nowego :)



 Bardzo lubię poniższy cytat Jacka Podsiadło, który do tej sytuacji bardzo mi pasuje :)

"Ja to nawet lubię, kiedy coś spotyka mnie po raz pierwszy w życiu.
  To takie... odświeżające.
  I jakoś pocieszające, że jeszcze nie wszystko człowiek przeszedł i zna.
  Gdybym nie miał nadziei, że coś jeszcze zdarzy mi się po raz pierwszy, to może nawet bym   
  umarł."  ~ Jacek Podsiadło



To nowy etap w życiu każdego kto jakis czas temu doczekał się swojego potomstwa, a później to potomstwo wydało na świat nowe życie.
Piękny, niepowtarzalny moment w życiu :)

Piękny moment, lecz on przynosi również uczucie obawy ....
nowa obawa - o nowe życie....
obawa - jakie to nowe życie będzie dla nowego człowieka....
co go spotka po drodze....
jaką drogę wybierze w swoim nowym życiu......
Tak więc nowe życie to wiele, wiele nowych obaw dla ludzi, którzy temu nowemu życiu towarzyszą.
Wiele obaw ale też odwaga rodziców, którzy to nowe życie swojego dziecka powołali na świat.

A dla dziadków czym jest to nowe życie ? Pewnie każdy z nas będzie postrzegał to na swój sposób.
Ja napiszę czym jest dla mnie- dla tej, która choć wiedziała, że kiedyś ten dzień nadejdzie, to była wielce zadziwiona jak nadszedł :) dla mnie, dla babci.

Już samo słowo "Babcia" brzmi dla mnie jakoś obco, jakby nie dotyczyło mnie.
A jak to tego słowa babcia dołożyć imię.... BABCIA BEATA .... :) czy to na pewno o mnie teraz się tak będzie mówić ? :)
I nie chodzi tu o to,że moment zostania babcią jest zły, czy też niechciany.
Wręcz przeciwnie - jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie z tego powodu.
Tylko jak dorastamy, później stajemy się rodzicami, nasi rodzice dziadkami to wszystko wydaje się mieć normalną kolejność rzeczy.
Lecz jak sami zostajemy dziadkami, to przychodzi refleksja : kiedy ten czas tak szybko minął ?
jak to się stało, że tego nie zauważyliśmy ?
Przecież ja,Ty jesteśmy wciąż młodzi.....przecież to brzmi prawie niemożliwie.

Pamiętam jak moi rodzice zostali dziadkami....a było to całkiem niedawno, jakby wczoraj :)
Osobiście jako nowo upieczona mama nie mogłam pojąć dlaczego tak się bronią przed tą myślą.
Tata na wieść o mojej ciąży mówił :
"... mówisz,że grozi mi dziadostwo..." a mama bardzo się denerwowała kiedy wszyscy zaczęli do niej mówić babcia : ".... babcią jestem dla wnuka, nie dla Ciebie..." mówiła.

Na początku było to śmieszne a czasem przykre dla mnie, lecz teraz całkowicie ich rozumiem.
Myślę, że to dzieje się dlatego iż mówiąc "babcia","dziadek" mamy w głowie obrazek starszych ludzi,
żeby nie powiedzieć staruszków, z którymi w żaden sposób się nie utożsamiamy.

"Babcia i dziadek" kojarzą nam się po prostu ze starością .
Prawda jest jednak inna, im jestem starsza tym bardziej jestem tego pewna - nie ma znaczenia ile mamy lat zostając dziadkami.
Nasz wiek w ogóle nie ma znaczenia, ponieważ dopóki mamy sprawność fizyczność to ciągle w duszy czujemy się młodzi, nawet gdy mamy lat 80.
Jestem pewna, że jedyne zdziwienie wiąże się z pytaniem : kiedy ten czas tak szybko przeleciał, przecież dopiero byliśmy w podstawówce ? :)

Narodziny mojego wnuka spowodowały to, że zrobiłam podsumowanie swojego życia.

Podsumowanie było straszne, trochę mnie na początku załamało, ponieważ doszłam do wniosku,
że właściwie nic w życiu nie osiągnęłam.
Minęły lata jak jeden dzień a ja gdzie jestem ?
Co zrobiłam nieprzeciętnego, czego nie mogliby zrobić inni ludzie ?
Gdzie mój wymarzony dom z ogródkiem ?
Gdzie miłość mojego życia z którą miałam się tak pięknie zestarzeć ?

Zamiast tego mieszkam jako samotna kobieta w małym mieszkanku i do tego zostałam babcią,
co tylko potwierdza moją tezę, że zestarzałam się bezpowrotnie po to tylko aby w efekcie umrzeć w samotności. Boże kochany jak to brzmi ...... jak ja mam takie słowa przekazać innym, przecież po przeczytaniu tego pozostaje tylko czekać na śmierć. Zanim to ludziom przekażę, to lepiej poczekam aż mi się te myśli rozsądnie poukładają.
To była jedyna słuszna decyzja, ponieważ jak sama to czytam to mam wrażenie,
że jakaś desperatka to napisała :)

Takie było moje myślenie tylko na początku, lecz z biegiem dni, z biegiem kolejnych przychodzących  myśli wygląda to już w podsumowaniu inaczej - a jak? napiszę w następnym poście, który niebawem umieszczę, Wszak Babcia Beata kończy dzisiaj 46 lat i to jest świetny czas na podsumowanie  :)

Zanim jednak pojawi się kolejny post, to najpierw mam do przekazania kilka słów moim bliskim - dzisiaj ten post jest tylko dla nich - moich dzieci Filipka, Oli, Ani, Damianka.
PAMIĘTAJCIE, ŻE JESTEŚCIE WYJĄTKOWI !!!


Mój najukochańszy wnusiu Filipku - jestem najszczęśliwszą na świecie babcią Beatą  !!! 
Kocham Cię całym sercem i czekam na dzień kiedy usłyszę słowo BABA.
Już teraz jak widzę  Twój uśmieszek na mój widok, albo słyszę słodkie dźwięki, które wydajesz
próbując mi coś przekazać to serce się raduje, że jesteś z nami :)

Moje kochane dzieci :) Bardzo Wam dziękuję, że uczyniliście ze mnie babcię !!!
W sumie młodą babcię, co jest wielkim plusem zważywszy na to,że będę mogła jeszcze z wnusiem pobrykać jakbym sama była dzieckiem :)
Zostaliście dumnymi i kochającymi rodzicami - jak się z tym czujecie ? :)
Ja jestem z Was dumna, widzę jak sobie świetnie radzicie pomimo zmęczenia, które jest nieodzownym towarzyszem rodzicielstwa. Widzę ile miłości dajecie sobie na wzajem i swojemu synusiowi.
Ta niesamowita przemiana Was w Mamę i Tatę, kiedy każdego dnia odkrywacie w tym radość,
troskę o siebie wzajemnie raduje moje pokiereszowane serce, daje pewność i spokój, że jesteście na dobrej drodze.
Filipku Twoi rodzice są WSPANIALI !!!

Córeczko - zostałaś ciocią :)
Jak patrzyłam na Ciebie ile radości dało Ci narodzenie Filipka to cieszyłam się razem z Tobą.
Swój czas poświęcałaś pracy, z której tzw. wypłatę nie wydawałaś na siebie, lecz pierwsze o czym  myślałaś to co za to kupić Filipkowi, żaden sklep nie został pominięty ;)  Jesteś świetną ciocią, a to dopiero początek !!! Jestem pewna, że jak przyjdzie Twój czas na bycie mamą to rewelacyjnie się w tym odnajdziesz. Póki co świetnie zajmujesz się opieką innych dzieci, co ma również wielki wpływ na ich przyszłe życie ponieważ swoją postawą przekazujesz im wiele dobrych wartości.

 Dzieci moje jestem pełna podziwu dla Was wszystkich ile macie odwagi aby wybierać w życiu drogę,
która nie jest drogą ani łatwą ani też wygodną.
Jest to szczególnie trudne  w dzisiejszych czasach, kiedy większość ludzi idzie na łatwiznę lub też drugą drogą "po trupach do celu".

Nie zmieniajcie się nigdy, idźcie wybraną drogą a Bóg Wam będzie błogosławił każdego dnia !!!

Papież Franciszek będąc w Polsce powiedział wiele pouczających słów. Patrząc na Wasze postępowanie każdego dnia jestem dumna, że właśnie taką drogą idziecie i tak rozumiecie swoją "misję " !!!

Dla przypomnienia cytuję poniżej słowa Papieża Franciszka.

"....kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad...." 

"Znakomita większość zawieranych dziś małżeństw jest nieważna, ponieważ ludzie nie wchodzą w małżeństwo z właściwym zrozumieniem czym jest trwałość i zobowiązanie.
 Ponieważ nie jest rzeczą łatwą stworzenie rodziny i nie jest łatwo poświęcić życie i zobowiązać się na zawsze, trzeba mieć odwagę i gratuluje wam, ponieważ te osoby mają odwagę "

Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny "

 
Na koniec tego postu powiem tylko tyle, że doświadczając każdego dnia tego co powyżej napisałam
-  nie mam prawa nawet myśleć, że niczego w życiu nie osiągnęłam. 
Pozostawię po sobie najpiękniejszy ślad jakim są moje dzieci, ich dzieci itd ......
Bogu dzięki za moje życie !!!





Życzę wszystkim czytającym tego bloga wiele miłości i wspaniałych bliskich osób, dzięki którym pozostawicie swój ślad :) biegnijcie powiedzieć im jak bardzo są wyjątkowi !!!

A sobie w ten dzień urodzin (hahaha) życzę wielu takich chwil jak ta, kiedy doskonale rozumiem jakie bogactwo dostałam od życia. Dobrego dnia kochani :)







poniedziałek, 6 czerwca 2016

Gdzie ja się uchowałam ...



37 Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?» Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie14.

Chciałam żyć w prawdzie dlatego zaczęłam pisać tego bloga, tylko czy ….. na prawdę byłam przygotowana? 

Z prawdą jest tak jak z krzyżem, który nosimy przez życie : dostajemy taki krzyż, jaki jesteśmy w stanie unieść. 
Taka Prawda jest nam ukazana na jaką jesteśmy gotowi. Nic nie dzieje się przez przypadek. 



Moja PRAWDA jest taka : nie wierzę w karmę i inne takie tam (już to wiem), ja wierzę w Boga –
nie można służyć dwóm panom naraz.
I dlatego jakiś czas temu poddając się drodze, którą dla mnie przygotował przestałam się szarpać z życiem, zaufałam i wiem, że każdego dnia ON mnie strzeże jak źrenicy oka.
Nie wiem w co Wy wierzycie : Bóg, karma, wszechświat – w cokolwiek byście wierzyli
to zanim zaczniecie o czymś marzyć to starannie dobierajcie zapytania, myśli i słowa,
starannie wybierajcie marzenia, starannie wybieracie swoją drogę.
Kiedy dostaniecie odpowiedź na swoje pragnienia możecie być nieźle zaskoczeni.

Tylko prawda w Jezusie Chrystusie jest zbawienna - reszta prawd przynosi strach i zwątpienie.
 
To, że coś myślę, że coś widzę, że jestem do czegoś przekonana albo że mi się coś wydaje,
nie oznacza że taka jest rzeczywistość.
Obiektywna rzeczywistość  w zasadzie nie istnieje, każdy widzi ją inaczej.

Wielkim błędem jest twierdzić
, jestem dorosła/y, niejedno już widziałam/em, znam życie,
nic złego mnie nie spotka lub nic nie zaskoczy lub Ci ludzie są dobrzy albo źli.
Znamy tylko naszą rzeczywistość, nic poza tym nie jest nam dane zobaczyć.

Jezus powiedział : „Bądźcie jak dzieci”.
„Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim (Mt 18, 3-4). „

W moim życiu zdarzały się chwile , w których czułam że stoję nad przepaścią i bałam się stawiać kolejny krok aby w nią nie wpaść – to było wtedy jak wierzyłam we wszystko, tylko nie w Boga.

Teraz w momentach kiedy stoję nad przepaścią to w środku czuję spokój, bo mam pewność że robiąc kolejny krok wcale w nią nie wpadnę…..
On mnie złapie
Albo
przepaść którą zobaczę, wcale tą przepaścią nie jest.

„Gdzie ja się uchowałam…. ?” -  tu gdzie żyje, ale do tej pory raczej się chowałam niż uchowałam.

Teraz żyje jak dziecko oddając Bogu swoje życie - nieustannie czuję spokój. Nie mam się czego bać, ponieważ i tak nie spotka mnie nic innego nad to co ON dla mnie przygotował !!!

Dlatego żyję wreszcie pełnią życia, potykam się, upadam, wstaję i idę dalej -
tak wygląda życie, nie można ciągle wegetować w obawie przed złym. 

Dlatego pracuję do kresu sił, aby później napawać się widokami odpoczywając w pięknych miejscach,poznając fantastycznych ludzi, którzy żyją w swojej rzeczywistości aby tylko na chwilę lub na dłużej spotkać się ze mną,
pobyć na mojej drodze, w mojej rzeczywistości albo może to ja na ich drodze. 





Ponieważ :

 "Niektórym ludziom jest pisane się spotkać. Niezależnie od tego, gdzie się znajdą czy dokąd się wybierają, któregoś dnia na siebie wpadną."
~ Claudie Galla
 



Jeszcze wejdę na Pachołek...... :)