sobota, 11 sierpnia 2018

Wielki mały człowiek O.Wenanty Katarzyniec

Szczęść Boże Kochani:)

Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o człowieku, który pomimo, że od 97 lat
cieszy się obecnością w Królestwie niebieskim, to stał się moim bliskim przyjacielem :)



Mówię o czcigodny słudze Bożym (jak mówią o nim ojcowie Franciszkanie)
ojcu Wenantym Katarzyńcu.

Wenanty Katarzyniec a tak naprawdę  Józef Katarzyniec, imię Wenanty zostało mu nadane
w zakonie.

O. Wenanty od dziecka był bardzo religijnym i wierzącym człowiekiem, od dziecka też
marzył i mocno wierzył w to, że będzie Kapłanem. Tak też się stało pomimo trudności
jakie mu towarzyszyły zanim wstąpił do zakonu.

Dzisiaj nie będę jednak opisywać Jego życiorysu, ponieważ już sporo mądrzejszych
ode mnie osób to zrobiło, ja chcę Wam opowiedzieć o nim, jako o moim przyjacielu.

2 tygodnie temu miałam pragnienie serca aby pojechać gdzieś na rekolekcję.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że obecnie brakuje nam w firmie
rąk do pracy i perspektywa nawet kilku dni urlopu była nie do przyjęcia.
Pewnego dnia siedziałam przy komputerze i niby przypadkiem  (nie wierzę w przypadki)
natrafiłam na filmik w internecie, była to rozmowa z dziennikarzem
Panem Tomaszem Terlikowskim, który opowiadał właśnie o Wenantym,
nazywał go Polskim Szarbelem.

Dla zainteresowanych filmem podam link pod postem, myślę że Pan Tomasz się nie obrazi :)

Oglądam, słucham i w sumie uszom nie wierze, ponieważ Pan Tomasz mów, że Wenanty działa
jak bankomat - potrzebujesz kasy, modlisz się do niego a on Cię wysłuchuje i pieniądze przychodzą do Ciebie w ekspresowym tempie.
Pomyślałam "kto dzisiaj nie potrzebuje pieniędzy, przecież każdy ma jakieś zadłużenia
albo zwyczajnie marzenia, na zrealizowanie których trzeba mieć właśnie pieniądze". 
Usłyszałam, że jest Nowenna za wstawiennictwem Wenantego, którą odmawia się
przez kolejnych 9 dni i zaczęłam jej szukać.
Niestety nie było to takie proste żeby ją znaleźć jak mi się wydawało.
W tamtym czasie nie natrafiłam nawet na jej książkową publikację, ale w końcu gdzieś
ją znalazłam. Zamówiłam równocześnie książkę Pana Tomasza Terlikowskiego
pt. "Wenanty Katarzyniec Polski Szarbel".

Nowennę zaczęłam odmawiać od razu i jakież było moje zaskoczenie, że jak przyszedł moment wypowiedzenia intencji, czyli Łaski o jaką chce prosić to zaczęłam rozmawiać z Wenantym tak, jakby siedział obok mnie.
Mówiłam, płakałam, mówiłam, płakałam itd itd

Najdziwniejsze było to, że czułam się tak, jakby mnie Wenanty słuchał bardzo dokładnie
i z czułością dawał odpowiedź,że moje prośby są wysłuchane.
Nie potrafię Wam tego wytłumaczyć ale dostałam taki pokój w sercu, że byłam niesamowicie zaskoczona.
W sumie to jedyny mężczyzna w moim życiu, który potrafił mnie tak wysłuchać ;) ;)
kobiety wiedzą o czym mówię :)

Pierwszy dzień Nowenny za mną, następnego dnia wstałam i zaczęłam kserować Nowennę
wraz z wizerunkiem Wenantego (choć wybacz Wenanty za to co powiem, ale ludzie mają
problem z Twoim wizerunkiem) i rozdawać znajomym.

Ludzie wokół mnie zaczęli się modlić i ... zaczęły dziać się u nich cuda, pieniądze spływały
w obfitości. Nagle dostawali zaległe pieniądze, albo sprzedawali coś czego nie mogli sprzedać
przez rok, pojawiali im się w firmie sponsorzy itd itd

W zasadzie u wszystkich coś się działo, u mnie najmniej :)

Co prawda dostałam nieoczekiwany 1000 zł zanim skończyłam Nowennę  ale to nie było
to o co prosiłam, chociaż jak się okazało akurat tyle pieniędzy było mi potrzebnych
aby bez zmartwienia wyruszyć w podróż, którą zafundował mi Wenanty:)

Pod koniec mojej Nowenny synowa mi powiedziała, że ta Nowenna zdyscyplinowała ją,
żeby pójść do spowiedzi św. bo przecież tak trzeba zrobić, a ja dopiero wtedy zorientowałam się,
że nie miałam  czasu się wyspowiadać. Tak więc w trakcie Nowenny poprosiłam Wenantego,
żeby może podesłał mi jakiegoś dobrego spowiednika, ponieważ mój stały spowiednik wyjechał
na wakacje.

W międzyczasie dowiadywałam się, że grób Wenantego jest w Kalwarii Pacławskiej
i zapragnęłam tam pojechać- przecież przyjaciół należy odwiedzać :) 
Znalazłam nawet informacje,że we wrześniu tego roku odbędą się tam trzydniowe rekolekcje
z Wenantym, tak więc postanowiłam się zapisać.


Miejsce w którym spoczywa Czcigodny Sługa Boży o. Wenanty Katarzyniec


Nowenna się kończyła, został mi chyba ostatni dzień kiedy to mój syn przyszedł
do mnie z informacją, że w Kalwarii Pacławskiej właśnie odbędzie się Franciszkańskie Spotkanie Młodych.

Moja pierwsze reakcja :

- dziecko przecież nie mogę zostawić firmy, bo nie ma kto pracować,

- dziecko przecież to jest dla młodzieży a ja mam 48 lat oszalałeś

- dziecko ale... dziecko ale...

A syn na to :
- " zobacz jaki jest program "...

Wystarczyło, że przeczytałam tytuł całego spotkania "TCHNIENIE" , rozpłakałam się
i już wiedziałam, że ja tam muszę być, że Wenanty prawdopodobnie też postanowił
poznać mnie wcześniej niż we wrześniu i najzwyczajniej w świecie zaprasza mnie
do siebie wcześniej :)

A może to Bóg wybrał mi to miejsce i czas dla mnie, dlatego podsunął mi Wenantego
w odpowiednim czasie.

Sanktuarium Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej


Przestały się liczyć wszystkie "ALE", liczyło się tylko, że muszę tam jechać. Pewnie znalazłabym następne "ALE", że nie mam dodatkowych pieniędzy na podróż ALE przecież właśnie Wenanty załatwił mi z nieba dodatkowy 1000,- zł

Następnego dnia zapisywałam się już na to spotkanie, oczywiście kiedy chodzi
o "BOSKIE" sprawy (jak ja to mówię) to oczywiście zawsze spotykamy się z problemami
aby doszło do tego co Bóg dla nas przewidział.
Zaczęły się problemy:
- rejestracja przez internet nie działała,
- nie było już noclegów, 
- moje dzieci miały mnie tam zawieźć ale nagle okazało się, że nie mogą jechać.

Ciężko jest opisać wszystkie te wydarzenia, których byłam świadkiem ale w efekcie postanowiłam pojechać sama pociągiem, a o nocleg się nie martwić, gdyż doszłam
do wniosku, że skoro Bóg wyznaczył mi ten czas i miejsce, to pewnie nocleg też mi załatwił :)

Widok z mojego pokoju na Sanktuarium :)


Nie myliłam się : udało mi się tam dojechać samotnie pociągiem, nagle okazało się,
że dostałam nocleg 100m od Kościoła, że jakimś cudem pomimo problemów
z rejestracja bo w rezultacie nie zarejestrowałam się przez internet a i tak dostałam maila potwierdzającego, że jestem uczestnikiem spotkania.

Spędziłam tam cudowny czas czterech dni, z których każdy zaskakiwał mnie czymś nowym, pięknym, kompletnie niespodziewanym. Każdego dnia chodziłam oszołomiona tym jakie rzeczy Bóg dla mnie przygotował - CHWAŁA CI PANIE ZA TO!
Oszołomiona do tego stopnia, że koleżanka Ewa którą tam poznałam śmiała się na mój widok
i mówiła "Beatka, ty się kobieto ogarnij bo jak wrócisz do Krakowa będą za Tobą wołać oszołom" haha ..... Kochana Ewcia od której dostałam w prezencie ikonę z wizerunkiem Czcigodnego Sługi Bożego Wenanentego a na drugiej stronie ikony jest Nowenna za Jego wstawiennictwem,
której tak długo szukałam jeszcze kilka dni wcześniej.


Podarowana mi ikona stoi dumnie na mojej szafce :) 

Nie będę tu opisywać wszystkich dni po kolei, ponieważ to jest temat na osobna książkę ale powiem tylko, że każdy dzień wypełniony był Eucharystią, modlitwą, zabawą z tańcami, poznawaniem nowych świetnych ludzi, świadectwami o miłości Boga i Maryi - CUDOWNY CZAS.


Nawet na scenę babcię Beatę wyciągnęli ;)

          Eucharystia na zakończenie FSM zakończona radosnym tańcem wokół Ołtarza Pańskiego

Opiszę jednak jedno wydarzenie, ponieważ to było odpowiedzią Wenantego na moją Nowennę.

Jak pisałam powyżej prosiłam Wenantego aby podesłał mi dobrego spowiednika
i jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tego spowiednika podesłał
mi właśnie w Kalwarii Pacławskiej.

Środa kiedy tam dotarłam była poświęcona POJEDNANIU i odbywała się Spowiedź święta
dla wszystkich. Oczywiście każdego dnia Franciszkanie byli gotowi służyć takiej posłudze
właśnie lub chociaż rozmowie,kiedy ktoś potrzebował ale ten dzień był wyjątkowy.
Po Eucharystii Ojcowie Franciszkanie rozeszli się po całym terenie przykościelnym
i każdy mógł iść do tego, do którego tylko chciał. Uwielbiam ten rodzaj Spowiedzi św.
Na ogół przyzwyczajeni jesteśmy, że Spowiedź odbywa się w konfesjonale
ale tak naprawdę nie ma nic piękniejszego aby konfesjonałem stało się jakiekolwiek miejsce,
które Bóg stworzył.
Pamiętajcie, że spowiadać możecie się wszędzie ponieważ nie miejsce jest ważne
a AKT POJEDNANIA Z BOGIEM, moment kiedy idziecie z szarą, brudną  duszą
a Bóg Wam ją oczyszcza z wszystkich tych brudów
i dostajecie za każdym razem nową białą szatę abyście mogli świecić Jego Światłem,
aby Jego Chwała odbijała się w Was jak w lustrze :)

Czego Wam z całego serca życzę !!!


Plac przed Sanktuarium - piękne miejsce 


Chodziłam więc po całym terenie i rozmyślałam nad swoją szarą a może nawet czarną duszą
w tamtym momencie. Nie bardzo wiedziałam do kogo pójść, nikogo przecież
nie znałam. Snułam się więc po placu i modliłam do dobrego Boga aby pokazał mi te miejsca
w mojej duszy, które powinnam oczyścić. Nagle mimowolnie (tak mi się wydawało) usiadłam gdzieś na ławeczce, gdzie było w kolejce kilka osób i dalej się modliłam.
Gdy zbliżała się moja kolej aby podejść do Kapłana nagle zorientowałam się, że siedziałam
w miejscu, gdzie do marca br. był grób Wenantego zanim przeniesiono go do Kościoła.
Tak tak Beata pomyślałam, przecież sama ciągle powtarzasz ludziom :
"BÓJCIE SIĘ O CO SIĘ MODLICIE" .
Modliłaś się o dobrego spowiednika, to Wenanty Ci to załatwił - ale, że to będzie w Kalwarii Pacławskiej przy Jego grobie no to tego sobie nie mogłaś nawet w najśmielszych marzeniach wymyślić:) Przy okazji dziękuję również mojemu spowiednikowi- Błogosław mu Panie Boże, ponieważ niewątpliwie zasługuje na to!

To miejsce mojej Spowiedzi świętej :)

Miejsce, gdzie spoczywał do marca br. o.Wenanty Katarzyniec - miejsce mojej Spowiedzi św.



PAMIĘTAJCIE ! 

Traktujemy Pana Boga jak kogoś do kogo idzie się od święta w odwiedziny
albo jak mamy jakieś zmartwienie to wiecie jak to jest "jak trwoga to do Boga".

W sumie to na całe szczęście Bóg dał nam taką Łaskę, że możemy zwrócić się
do niego w każdej chwili, nawet gdy o nim zapomnieliśmy przez kilka lat.

"JAK TRWOGA TO DO BOGA" - jestem pewna,że i to jest Jego "wynalazkiem" .
Bóg zna nas po imieniu i przewidział, że będziemy błądzili, dlatego dał nam tą możliwość
"trwogi do Niego".

A to wszystko uczynił z miłości do nas, ponieważ jesteśmy Jego dziećmi,
On nas stworzył i nie może unicestwić SWOJEGO DZIEŁA jakim jesteś TY - JEGO DZIECKO :)

BÓG JEST WAMI ZAINTERESOWANY OD PONIEDZIAŁKU DO NIEDZIELI -
pamiętajcie o tym.

Jeszcze jedna sprawa, o której muszę napisać ponieważ Wenanty mógłby się obrazić:)

Kalwaria Pacławska słynie z Cudownego Obrazu Matki Bożej Słuchającej i to jest punktem centralnym Kalwarii. Wieści o Wenantym rozchodziły się po cichu i w wolnym tępie, ponieważ jestem pewna, że nigdy nie chciałby stać się ważniejszy od Matki Bożej, która była jego wzorem
i której poświęcił swoje życie z miłości do Niej.

Moja Kochana Mateczka :) 

W tym momencie nie będę jednak pisać o tym cudownym obrazie Matki Bożej Słuchającej, ponieważ jest tak bardzo ważna, że poświęcę Jej osobny post albo raczej jeszcze więcej
(Ona wie, co mam na myśli) ale o tym póki co ciiiiiiiicho ;)

Kocham Cię Mateczko Najświętsza, oddałam Ci całe swoje życie za Twoją miłość
do mnie !!!!

I jeszcze jedna ważna sprawa dotycząca Nowenny - sporo pieniędzy Wenanty pomógł ludziom pozyskać ale główną radością, która z tego wynikła jest fakt, że wszyscy wokół mnie zaczęli się modlić - i niech tak zostanie :)
DZIĘKUJĘ CI OJCZE WENANTY :)


Podaję przydatne linki :
Nowenna do Trójcy Przenajświętszej za wstawiennictwem czcigodnego sługi Bożego o.Wenantego Katarzyńca

http://odslowadozyciamodlitwy.blogspot.com/2018/07/nowenna-do-trojcy-przenajswietszej-za.html

Rozmowa z dziennikarzem Panem Tomaszem Terlikowskim

https://www.youtube.com/watch?v=JcXTLIksrL0

Tu kupisz publikacje o. Franciszkanów

https://bratnizew.pl/

Linku do książki Pana Tomasza Terlikowskiego nie podaję, ponieważ z pewnością znajdziecie ją sami w różnych miejscach  :)





Błogosławię Wam wszystkim :) do zobaczenia w następnym poście :)

niedziela, 18 lutego 2018

Zawierzenie - Stary człowiek......a może ;)


Witajcie kochani :)



Wstałam rano a w mojej głowie były takie o to słowa :
"Nawracajcie się i GŁOŚCIE Ewangelię".

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dwie rzeczy :
- pierwsza to ta, że w Biblii napisane jest "Nawracjacie się i WIERZCIE w Ewangelię"
  a ja słyszę GŁOŚCIE, więc pora się obudzić i wrócić do pisania ponieważ Bóg mnie ewidentnie wzywa :)
- druga to ta, że w Ewangelii z dzisiejszej niedzieli, pierwszej niedzieli postu jest właśnie dokładnie
   to zdanie "Nawracjacie się i WIERZCIE w Ewangelię" ..... no cóż, to tylko potwierdzenie, że
  nasz Tatuś w niebie mówi "dobrze córko Beato odpoczęłaś to teraz działaj" bo ludzie czekają" :)
To w takim razie czas zacząć pisać aby Ojca naszego nie wystawiać na próby tylko
pełnić Jego wolę w swoim życiu :)

Wiem, wiem długo mnie nie było, dlatego na początek jestem Wam winna wyjaśnienie .
Minął właściwie rok i jeśli ktoś myślał, że coś złego u mnie się wydarzyło i dlatego zamilkłam
to pragnę donieść, że wszystko u mnie dobrze a nawet mogę powiedzieć,
że jeszcze nigdy tak dobrze nie było a to dopiero początek mojej drogi :)
Brzmi może śmiesznie, że kobieta która w tym roku skończy 48 lat mówi, że to początek drogi :)
Ale właśnie dzisiaj zdałam sobie sprawę, że ja mam dopiero niespełna 4 lata, czyli jestem
niewiele starsza od mojego wnusia Filipka .....

4 lata ponieważ to właśnie wtedy w lutym 2014 zaczął we mnie umierać stary człowiek.
To właśnie wtedy pierwszy raz zaczęłam świadomą drogę nawrócenia, którą miała zwieńczyć
Spowiedź św. 8 grudnia 2014.
To była Spowiedź św., dzięki której wreszcie mogłam być uczestnikiem i świadkiem
Łaski Uświęcającej.
2014 lutego wzięłam udział w rekolekcjach, które kończyły się modlitwami wstawienniczymi.
Pamiętam, że nie mogłam wstać z ławki aby podejść do grupy ludzi, którzy mieli się nade mną pomodlić.
Uciekłam z Kościoła na zewnątrz, zapaliłam papierosa i wtedy podeszła do mnie nieznajoma kobieta
w wieku ok 30 lat i nie pytając o nic powiedziała :
" tam po prawej stronie Kościoła jest trzech facetów z grupy św.Michała Archanioła,
idź do nich bo Oni za wstawiennictwem Michała Archanioła są od rzeczy niemożliwych".

Nawet teraz jak to piszę cisną mi się łzy do oczu i czuje niesamowite wzruszenie
 i wdzięczność za tamten dzień, tamten moment w moim życiu, życiu które Bóg
podarował mi na nowo. CHWAŁA PANU ZA TYCH LUDZI !!!

Tak więc poszłam, choć byłam sparaliżowana strachem, ponieważ nie wiedziałam
co mam im powiedzieć. Wiedziałam tylko, że moje życie stacza się jak to mówią niektórzy
po równi pochyłej prosto do śmierci a ja nie chce umierać.

Opowiedziałam im w skrócie, że po rozwodzie próbowałam sobie życie ułożyć na nowo.
Szukając miłości nawiązywałam nowe znajomości z facetami, kilka razy weszłam w jakieś związki
które trwały zwykle 3 lata, raz nawet byłam zaręczona ale wszystko się rozpadło.
Obecnie (czyli w tamtym momencie) jestem od 4 lat w związku, wreszcie jest to facet,
z którym tworzę coś co wtedy nazywałam "rodziną" i wszystko jest nareszcie tak, jak być powinno.
Hmmm ale jest jedno małe ALE.

Czuje w środku siebie, że czegoś brakuje, że niby mam to co szukałam ale czuje że nie tędy droga.
Że w moim sercu jest takie miejsce, którego nikt nigdy nie będzie w stanie zapełnić.
Wydawało mi się wtedy, że to moja wina ponieważ może nie potrafię kochać......
Jakże się wtedy myliłam, jakże się myliłam przez większość mojego życia.

Zapytali mnie " to o co mamy się pomodlić ? za co chcesz abyśmy się pomodlili ? "

To było trudne, ponieważ nie miałam pojęcia.....
Byłam jak dziecko zagubione w środku miasta, które zobaczywszy zabawkę odłączyło się
od rodziców i później nie mogło znaleźć drogi powrotnej.
Bardzo nieśmiało wydukałam " może o wyprostowanie mojej drogi " .

Do tej pory pamiętam jak wszyscy trzej modlili się nade mną, mam wrażenie że ciągle słyszę ich słowa,
słyszę każdego z osobna co wtedy mówili.
Trwało to kilka minut, później mnie pobłogosławili i wróciłam do domu.

Jest jedna ważna rzecz w tej historii a mianowicie taka, że pomimo iż tam byłam i brałam w tym udział,
to kompletnie nie wierzyłam, że w moim życiu może się coś zmienić.
Oczywiście w głębi serca chciałam zmiany, lecz strach jaki mi został włożony w serce przez złego
był tak wielki, że zaciemniał prawdę.

Najbliższe tygodnie po modlitwie były wypełnione strachem przed tym, "co jeśli?"
"Co jeśli Bóg zabierze mi mój związek?" "Co jeśli znów zostanę sama?"
"Co zrobi mój partner jeśli się rozstaniemy ?- nie mogę nikomu robić krzywdy"  
"Nie da się tego zrobić bezboleśnie"

Teraz wiem, że te myśli nie pochodziły od Boga, tylko zły potrafi nam tak mącić abyśmy ciągle
wątpili w Boże Miłosierdzie.

Nie mam ochoty mówić tu o złym ponieważ na to nie zasługuje lecz muszę o tym wspomnieć abyście uświadomili sobie, że tak jak istnieją dobre Duchy, tak też istnieją złe.
Złe duchy to nie wymysł dla idiotów czy nadgorliwych Chrześcijan aby ich straszyć piekłem,
one niestety są i jeśli zignorujemy ich istnienie to może nam to przynieść wiele cierpienia,
ponieważ nie będziemy umieli rozpoznać co jest kłamstwem a także nie będziemy
umieli się przed nimi bronić. Jednocześnie powiem Wam, że absolutnie nie wolno się ich bać,
one mogą tylko tyle na ile im pozwolimy. JEŚLI BÓG Z NAMI KTÓŻ PRZECIW NAM.

Wracając do tego co działo się po modlitwie, to był to  niesamowity czas mojej wewnętrznej przemiany.
Coraz częściej zaczęłam chodzić do Kościoła tak na co dzień, nie mówię tu tylko o Eucharystii
ponieważ to przyszło z czasem lecz o "odwiedzaniu" Domu Bożego kiedy tylko poczułam,
 że potrzebuje modlitwy.
To wtedy zaczęłam rozmawiać z Bogiem o mojej duszy, pragnieniach, problemach.
To wtedy odpowiedział na moją modlitwę o znalezieniu pracy.

Kiedy szłam w niedzielę na Eucharystię płakałam cały czas- teraz wiem,że był to Dar łez,
łez które przynosiły ulgę ponieważ w tamtym czasie nie spowiadałam się jeszcze.
Z każdą Eucharystią pojawiał się coraz większy GŁÓD KOMUNII, tak bardzo cierpiałam
że nie mogę przyjąć Najświętszego Sakramentu, że zaczęłam zazdrościć ludziom którzy Go przyjmowali.
Doszłam do tego, że zaczęłam oceniać tych których znałam, że przyjmują Sakrament a nawet tego
nie przeżywają. Gdybym tylko mogła Go przyjąć to zapewne byłabym najbardziej przeżywającą
osobą na świecie.
Wiem, że to było złe, wiem że to grzech i nazywa się PYCHA lecz wtedy głód spowodował u mnie żal i zazdrość.
Szukałam informacji czy aby nie da się obejść w jakiś sposób tego, że jako rozwiedziona ale coraz bardziej przykładna katoliczka, która próbuje ułożyć sobie życie może jednak mogłaby przyjąć Komunię .....
Interesowało mnie życie z Panem Bogiem ale na moich warunkach.
Jeśli to czytacie i wydaje się Wam, że Was to nie dotyczy to zadajcie sobie pytanie :
CZY ABY NA PEWNO?
CZY ŻYJĘ ZGODNIE Z WOLĄ PANA BOGA?
CZY PRZESTRZEGAM 10 PRZYKAZAŃ ?
Jeśli staniecie przed sobą i Bogiem w PRAWDZIE to nie ma człowieka, który na jakimś etapie swojego
życia może odpowiedzieć 3x TAK.
Jesteśmy naznaczeni grzechem pierworodnym i błądzimy, każdy ma inną historię swojego
oddalenia od Boga lecz
DOBRA NOWINA JEST TAKA,ŻE ON O TYM WIE I KOCHA NAS POMIMO
WSZYSTKO 
I CZEKA AŻ NASZA WOLNA WOLA ODPOWIE NA JEGO WOLĘ :) 

Dobijając do brzegu, czyli do sedna modlitwy wstawienniczej to powiem Wam, że pomimo mojej
niewiary przyniosła wielkie OWOCE :)

Już po kilku miesiącach usłyszałam od mojego partnera słowa, które później się wypełniły :
" Ty jakbyś była sama ale z Panem Bogiem to będziesz najszczęśliwsza na świecie" :)
Nikt z nas nie mógł nawet przewidzieć co przyniosą następne miesiące, czy też lata -
Bóg jest niesamowity :)

Po 10 miesiącach Bóg postawił mnie w prawdzie i pokazał prawdziwy obraz człowieka z którym byłam,
a także kłamstwo na jakim był oparty nasz związek.
Od razu uwaga - nie dlatego mi to pokazał abym znienawidziła mojego partnera lub siebie,
On czyli Bóg chciał z tego wyprowadzić wielkie dobro......i zrobił to :) ale zanim to pojęłam minęły 3 lata.

W grudniu 2014 roku a dokładnie 7.12.2014 po ostrym cięciu mojego związku a stało się to w ciągu 1 dnia
 ( o szczegółach nie będę opowiadać) pomimo chaosu jaki czułam wewnątrz siebie, wiedziałam jedno
TO MOJA SZANSA NA NOWE ŻYCIE Z BOGIEM.
Już tego samego dnia umówiłam się do Spowiedzi św., nie spowiadałam się od 7 lat, wpadłam
w lekką panikę jak to zrobić. W końcu postanowiłam, że pomimo wstydu i strachu pójdę
do jakiegoś znajomego księdza i przypomniałam sobie o księdzu, który prowadzi Wspólnotę
moich dzieci (w której są od lat). To naprawdę nie było proste, ponieważ dobrze znał mojego syna
i synową i w pierwszym momencie pomyślałam, że narobię im wstydu swoimi grzechami.
Lecz teraz wiem, że to było kłamstwo szatana aby nie doprowadzić to Sakramentu Spowiedzi.
Ja jednak przez głód Komunii oraz przez wewnętrzny głos, który wołał PRZYJDŹ DO MNIE
nie słuchałam swojego wstydu.
Tak więc umówiłam się z tym księdzem do Spowiedzi św. w bardzo nietypowy sposób,
poprzez Facebooka. Wszystko jest dla ludzi, ważne jednak aby umieć dobrze z tego korzystać.
Następnego dnia 8 grudnia spowiadałam się z brudów jakie się nagromadziły w przeciągu
7 ostatnich lat mojego życia, płakałam i mówiłam.

WAŻNE !!!
Jeśli jesteście w takiej sytuacji, że boicie się przystąpić do Spowiedzi św. ponieważ grzechy
Wasze wydają się Wam najgorsze na świecie, to powiem Wam dokładnie te słowa,
które usłyszałam jako pierwsze od mojego spowiednika     
"NIE BÓJ SIĘ - ODWAGI. MIEJ ODWAGĘ DO ŻYCIA"
:)


Niech Ci Bóg Błogosławi Andrzeju za Twoją posługę !!!

Nawet jeśli nie byłeś od Chrztu św do Spowiedzi, nawet jeśli pamiętasz wszystkich swoich
grzechów, nawet kiedy nie wiesz jak zacząć - NIE LĘKAJ SIĘ BÓG CIĘ POPROWADZI.

Gdybyś miała, miał jakieś pytania to pisz ja zawsze pomogę.

Po Spowiedzi zachowywałam się jak dziecko, interesowało mnie tylko jedno "kiedy mogę przyjąć Komunię".
Ksiądz powiedział, że zaraz zaczyna się Eucharystia więc mogę od razu.
Cóż Wam mogę więcej powiedzieć, jak opisać radość :)
EUCHARYSTIA (Msza  Święta) jest DZIĘKCZYNIENIEM.
Dziękczynieniem za wszystkie Łaski jakie otrzymujemy każdego dnia -
a ja MIAŁAM ZA CO DZIĘKOWAĆ :)


Po kilku latach dotarło do mnie, że dzień ten wybrał dla mnie Bóg.
To był DZIEŃ PONOWNEGO NARODZENIA a jednocześnie Dzień Niepokalanego Poczęcia Maryi,
tego dnia jest również szczególna godzina GODZINA ŁASKI DLA ŚWIATA.

Próbujemy ułożyć sobie życie, planujemy każdy dzień, planujemy nawet na kilka lat do przodu lecz
NIGDY NIE BĘDZIEMY MIEĆ NA SIEBIE LEPSZEGO PLANU,
NIŻ TEN KTÓRY MA DLA NAS BÓG.


Taki to był początek mojego nowego życia, lecz droga która przez to życie prowadzi
pokazuje mi każdego dnia, że tylko Bóg jest w stanie zatroszczyć się o nas.
Jeszcze przez jakiś czas szarpałam się z życiem, ponieważ przeszłość starego człowieka
pozostawiła po sobie ślady. Ślady psychiczne ale też fizyczne.
Będę jeszcze o tym mówić w następnych postach, po to abyście zobaczyli, że z każdego
bagna (nawet największego) Bóg jest w stanie nas wyprowadzić.

Troskę Pana Boga o mnie zaczęłam przyjmować małymi krokami. 
Niestety upadki powodują to, że musimy uczyć się na nowo ufać, musimy się uczyć
oddawać swoje życie w ręce Pana Boga a On najlepiej wie co jest dla nas najlepsze :)
Kiedy to zrozumiałam, przestałam się szarpać i walczyć z życiem.

W Ewangelii Mateusza czytamy właśnie o tym, aby przestać się martwić o swoje życie.
Kiedy to zrobicie poczujecie się wolni a gwarantuje Wam, że Bóg tak się o Was zatroszczy
iż każdego dnia będziecie chodzić w zadumie i wdzięczności :)

Mt 6,25-34
25 Dlatego mówię wam: nie martwcie się o swoje życie, co będziecie jeść lub co pić będziecie; ani o swoje ciało, czym się przyodziejecie. Czy życie nie jest ważniejsze od pokarmu, a ciało od odzienia? 26 Popatrzcie na ptaki na niebie: nie sieją, nie żną, nie gromadzą w magazynach, a wasz Ojciec niebieski je żywi. Czy wy nie więcej znaczycie niż one? 27 Kto z was swoim staraniem jedną chwilę może dodać do swojego wieku? 28 Dlaczego martwicie się o odzienie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ciężko ani nie przędą, 29 a mówię wam, że nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był ubrany tak, jak jedna z nich. 30 Jeśli zatem to ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca wrzucają, Bóg tak odziewa, to o wiele bardziej was, małej wiary! 31 A zatem nie martwcie się, mówiąc: "Co będziemy jeść?", albo: "Co będziemy pić?", albo: "Czym się odziejemy?" 32 Bo o to wszystko zabiegają poganie. A wasz Ojciec niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Zabiegajcie najpierw o królestwo i o jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. 34 Nie martwcie się zatem o jutro, bo jutro samo zatroszczy się o siebie. Starczy dniowi jego własnej biedy.


Wracając do ostatniego roku mojego milczenia podsumuje to jednym zdaniem :
Czasem trzeba pobyć na pustyni aby móc powrócić ze zdwojoną siłą :)

Ten rok mimo, że milczący na zewnątrz był dla mnie czasem wielkich i długich rozmów 
z Panem Bogiem.
W punktach napiszę co mnie spotkało a później pomału będę te punkty zamieniać w wydarzenia :)
1) Byłam w październiku drugi raz w Medjugorie
2) Byłam świadkiem wielu nawróceń
3) Byłam świadkiem uwolnień od alkoholu
4) Uczestniczyłam w Rekolekcjach Ignacjańskich
5) Bóg ukazał mi dalsze kroki na mojej drodze
6) Stałam się spokojniejsza
7) Przeżyłam pierwszy Dzień Babci ,kiedy to mój półtoraroczny wnusiu Filip
wręczając mi torcik powiedział DZIĘKUJĘ :)
8) Niedługo na świat przyjdzie mój drugi wnuk Tobiasz
9) Ciągle doświadczam jednoczenia mojej rodziny
10) Byłam świadkiem chorób oraz odejścia bliskich ludzi
11) Podczas tegorocznej Paschy jeśli taka Wola Pana Boga będę chrzestną matką
12) Zaczęłam pisać książkę

To tylko punkty, które są bardzo ogólne lecz w nich zawiera się mnóstwo historii mojej
oraz ludzi, których spotykam na co dzień. Pewnie ominęłam kilka ale zapewne pojawią się po drodze.
Niektóre z tych punktów gromadzą bardzo ciężkie przeżycia, czasem na pierwszy rzut oka
 pozbawione nadziei oraz miłości lecz w nich też jest prawda o nas i o Bogu.
Niektóre zaś niosą ze sobą mnóstwo nadziei, mnóstwo miłości i radości :)
Wiem, że chcielibyśmy doświadczać tylko tych dobrych momentów w naszym życiu,
lecz dzisiaj jestem pewna, że aby wzrastać w wierze i w miłości, to nasze życie powinno
być wypełnione jednymi i drugimi momentami. Od nas jednak zależy jak je przyjmiemy czy usiądziemy
załamani i powiemy, że to wszystko nie ma sensu, czy może jednak będziemy umieli z nich wyciągnąć dobro, które Bóg Ojciec dla nas przygotował.

Ponieważ zaczął się Post, mam dla Was wyzwanie ;)
Wiem, że ten czas może być jednym z piękniejszych w Waszym życiu, takim który zmieni
Wasze życie. Jako wyzwanie proponuje abyście ZAWIERZYLI SWOJE ŻYCIE JEZUSOWI.
Wiem że wydaje się to ciężkie ponieważ utrata kontroli nad własnym życiem może być przerażająca,
lecz gwarantuje Wam, że będzie inaczej :) tylko spróbujcie :)
Ażeby to zrobić potrzeba dwóch rzeczy, o których jest mowa w dzisiejszej Ewangelii  :
 "NAWRÓĆCIE SIĘ I WIERZCIE W EWANGELIĘ" - wtedy ZAWIERZENIE będzie proste.
Kochany, Kochana jeśli nawet nie potrafisz w to teraz uwierzyć, to wystarczy
że powiesz o tym Bogu,
Jezusowi czy Maryi a Oni z miłości do Ciebie zrobią resztę. Wystarczy tylko AKT TWOJEJ WOLI.
Jeśli nie wiesz jak to zrobić, przeczytaj poniższy tekst. Jest taka najprostsza modlitwa jaką znam,
a jednocześnie trudna ponieważ wymaga pozbycia się strachu.

Jezu, Ty się tym zajmij!

Jezus mówi do duszy:
Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie?
Zostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi.
Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego
zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje.
Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później
kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami;
zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę.
Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki
i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij.
Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania
o konsekwencjach zdarzenia.
Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się,
aby mama myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same,
utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę.
Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili,
odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy.
Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość,
że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym zajmij”,
Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.

A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie,
uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione
w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie
 to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola,
by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi. Czegóż nie dokonuję,
gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do mnie mówiąc:
 „Ty się tym zajmij”, zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask,
kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo,
kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał,
ale tak jak wy pragniecie...
Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do was.
Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają.
Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”:
Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej moje potrzebie;
Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały
Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi,
to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze
dla naszego życia doczesnego i wiecznego.
Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne z powiedzeniem:
„Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje.
Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się,
zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!”.
Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet,
jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu?
Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym
 i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości.
Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.
Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć
i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka.
 A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu.
Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa
i jakże smucę się widzę was wzburzonymi.
Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem
i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie,
oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim.
Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie
do waszych trosk. Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was
skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się
 je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym
biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący
tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów.
Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.
Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy:
Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach.
Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda.
To wam poprzysięgam na moją miłość.
   



Życzę Wam wielu Błogosławieństw w tym Poście, który prowadzi do Zmartwychwstania :)
Z Panem Bogiem :)

czwartek, 9 lutego 2017

Walentynki tuż, tuż - tak to On ....


Witajcie kochani :)


Obiecałam ostatnio świadectwo Piotra i oczywiście pojawi się ono tutaj w przeciągu kilku dni.
Lecz póki co mam dla Was wyzwanie ;)





Już niedługo Walentynki, święto które wywołuje kontrowersję u wielu ludzi.
Jesteśmy Polakami a święto rzekomo przywędrowało do nas z daleka.
Generalnie święto nie kojarzy się ze świętem chrześcijańskim, czy w ogóle z Kościołem - ale czy na pewno ?

Wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć coś na temat tego świętego, a raczej na temat tych świętych ponieważ było ich trzech odsyłam choćby do strony poniżej
http://egzorcyzmy.katolik.pl/sw-walenty-patron-opetanych/

A ja już wyjaśniam jakie to wyzwanie :)
Razem z moją Przyjaciółką Zuzą rozmawiając o miłości Boga do nas wpadłyśmy na pomysł
aby zrobić na tym blogu coś zupełnie innego.

Będzie to seria o tym  " jak Bóg staje na naszej drodze i miesza nasze losy" ;)
To ma być seria o Was, pisana przez Was i dla Was :)
MIŁOŚĆ BOGA, JEZUSA, MATKI BOŻEJ może stać się inspiracją dla wielu ludzi.

Możecie też pisać o Waszej miłości do nich - ODWAGI !!! 

Tak więc już dzisiaj zapraszam do wysyłania Waszych historii do mnie na maila , a ja je opublikuje tutaj - jedna historia, jeden post. 
Co myślicie ? jeśli ktoś jest na TAK to ZAPRASZAMY :)

Pierwszą historię napisaną przez Zuzę umieszczę tuż przed Walentynkami - już dzisiaj zapraszam Was do czytania :)  





BŁOGOSŁAWIONEGO DNIA DLA WAS  :) 

niedziela, 22 stycznia 2017

Medjugorie, duchowa adopcja - jednym słowem MIŁOŚĆ

Dzisiaj będzie o Medjugorie, duchowej adopcji i wszystkim co miłością się zwie :)



Wiecie już z moje bloga, że jestem kobietą z przeszłością, od 11 lat po rozwodzie cywilnym.
Od 2 lat od kiedy jestem na nowej drodze życia - jedynej słusznej, na drodze z Bogiem rozeznawałam
co powinnam zrobić z moim małżeństwem kościelnym.
Coś w duszy mi mówiło, że powinnam wystąpić o unieważnienie małżeństwa,
bo tylko w ten sposób poczuje się wreszcie wolną osobą.
Dla mnie wolność była rozumiana jako niezależność, niezależność jako szczęście.

Tylko że przez całe te 11 lat od rozwodu właściwie byłam niezależna i wolna a jednak szczęście,
które wydawało mi się, że czuje szczęściem wcale nie było, w przeciwnym razie nie szukałabym miłości.
Wielokrotnie przez ten czas próbowałam ułożyć sobie życie, wpadając w coraz to nowy związek, który jak się wydawało miał mi dać szczęście, radość, miłość.
Budowałam "coś" na złych fundamentach, którymi to miał być drugi człowiek.

Jeżeli nasze szczęście miałoby zależeć od drugiego człowieka, to jakże nieszczęśliwi ludzie chodziliby
po świecie. Człowiek tak po ludzku jest zawodny, nie dotrzymuje wypowiedzianych słów, rani, zdradza, porzuca, myli wartości a do tego kiedy zamiast Boga uznaje bożki ......
to naprawdę słabe podwaliny aby cokolwiek zbudować i nie ma się co dziwić, że z góry jest to
skazane na porażkę.

Tak było i ze mną, nie tylko po rozwodzie ale i przed rozwodem.
Niby byłam wierzącą osobą, niby chodziłam do kościoła, niby wierzyłam ale jakże słaba
była moja wiara, skoro nie w Bogu a w ludziach szukałam oparcia i odpowiedzi.
Wielka szkoda, że w tamtych czasach nikt nie powiedział mi o skrótacji, o rozmowie z Bogiem tak bardzo bezpośredniej i jedynej formie gdzie "zły" nie ma dostępu.
Zamiast tego grzeszyłam chodząc do wróżek, stawiając tarota i czytając horoskopy.
Wiem wiem, niektórzy powiedzą, że to nic złego, że niewinna zabawa, znam nawet takich,
którzy próbowali mi wmówić, że tarot bardzo współgra z nauką kościoła.
Teraz wiem, że to wierutna bzdura, że "zły" podpowiada nam różne bzdurne odpowiedzi,
po to abyśmy dali się omamić wrażeniu, że jesteśmy tacy fajni i nic złego nie robimy....
a tak naprawdę otwieramy mu tylko furtkę aby mógł działać a to tylko krok od zawładnięcia nami.

Nie chce "złemu" poświęcać czasu bo nie jest go wart ani trochę ale chce Was ostrzec w tym miejscu,
że szatan to nie jest bajeczka dla niegrzecznych dzieci, taki wymysł po to aby nas straszyć, on niestety istnieje
i trzeba to wiedzieć, by móc z nim walczyć.
                     PAMIĘTAJCIE - JEŚLI BÓG Z NAMI KTÓŻ PRZECIW NAM.

Wracając do wątku tego posta, byłam bardzo zagubiona przed wejściem na właściwą drogę.
Jak pomyślę, że nawet mój ślub kościelny był nieprzemyślany w sposób, w jaki powinien być,
że myślałam tylko o tym, jak ma wyglądać wesele, jak ma wyglądać moja sukienka itp to żal mi samej siebie.

Żal mi również wszystkich par młodych, którzy przygotowania do swojego wielkiego dnia w życiu opierają właśnie na takich błahostkach jak pozory żeby wszystko pięknie wyglądało.
Oczywiście "oprawa" tego dnia jest bardzo ważna, gdyż będziecie wspominać to do końca życia ale.....
no właśnie ALE ....PODSTAWĄ DO ZAWARCIA MAŁŻEŃSTWA POWINIEN BYĆ BÓG.
Przez ostatnie kilka lat pomagałam przy organizacji ślubów, więc kiedyś napiszę i o tym całego posta, lecz teraz skupię się na moim małżeństwie.

Ślub kościelny był, chociaż na dzień przed ślubem czułam, że źle robię. Nie przerwałam tego jednak, ponieważ żal mi było ludzi, którzy byli zaproszeni, żal mi było mamy, że tyle przygotowań poczyniła i wydała tyle pieniędzy. Żal mi było wszystkich tylko nie siebie. Ja postanowiłam, że się grzecznie poświęcę w imię ......
no własnie w imię czego?
Nawet teraz nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, chociaż dokładnie pamiętam co czułam tego dnia i czego dowiedziałam się o sobie.

To było 25 lat temu a ja zmarnowałam tyle czasu, żeby dowiedzieć się, że tamtego dnia Bóg pobłogosławił
moje małżeństwo, a właściwie pobłogosławił nas 24 września rok wcześniej , to był dzień kiedy się poznaliśmy.
Skąd to wiem ?
takie słowo dostałam podczas robienia skrótacji : "błogosławie Wam od 24 dnia dziewiątego miesiąca" :)

Jeśli ktoś nie wie co to jest skrótacja, a chciałby się dowiedzieć - to pytajcie a ja Wam opowiem.
Najlepiej znaleźć ludzi, którzy Was tego nauczą - to niesamowita rozmowa z Bogiem w cztery oczy,
TYLKO BÓG I WY - coś pięknego :)

Jak zaczynałam pisać tego bloga, to miałam mnóstwo ran w sercu zrobionych przez mojego męża,
część z tych ran sama pogłębiałam wyrzucając sobie jaka to głupia byłam, część z tych ran pogłębiał
on pijąc coraz więcej i nie dając mi spokoju.

Jednak od 2 lat kiedy poznawałam Boga coraz bardziej, wiedziałam że przenigdy nie pozwolił by
na to, abym chodziła nieszczęśliwa.
Wiedziałam, że Bóg nie karze nas i że nie było Jego wolą aby moje małżeństwo legło w gruzach.
Bóg czasem dopuszcza coś złego aby w efekcie końcowym, kiedy pójdziemy za nim
ofiarować nam samo dobro i miłość którą nas darzy.

Tak było i w moim przypadku.

W październiku 2016 roku pojechałam do Medjugorie z pielgrzymką. Była to podróż mojego życia.
Tam pierwszy raz w życiu doznałam tak wielkiej miłości, że aż ciężko ją opisać.

Pisałam już o darze łez. Jadąc do Medjugorie też cały czas płakałam, płakałam do drugiego dnia
pobytu tam, płakałam do momentu aż poszliśmy na Górę Objawień.
Wchodząc na nią uspakajałam się powoli. W połowie góry byłam już zupełnie spokojna.
Słyszałam że ludzie doświadczają tam różnych rzeczy, czują zapachy, zasypiają w Duchu itp
ale myślałam, że ja niczego takiego nie doświadczę bo kimże ja jestem żebym zasłużyła na wyróżnienie.

Weszliśmy na Górę, uklękłam pod figurką, byłam spokojna, już dawno nie płakałam.
Obok mnie kobieta zaznała spoczynku w Duchu św. - szczerze to jej zazdrościłam, ale zawsze tego
 (nie wiedzieć czemu) się bałam. A ja byłam tak po prostu szczęśliwa, że dotarłam do Medjugorie bo przecież rok wcześniej bałam się wyjechać z Krakowa.
Tak po prostu byłam szczęśliwa, że wyszłam na tak wysoką górę, bo przecież jestem chora
i są dni kiedy ledwo chodzę.
I wtedy stało się coś niesamowitego : poczułam jak po moim prawym policzku spływa łza -
jedna łza, a potem po drugim policzku spływa również jedna łza .....
to nie były takie zwyczajne łzy, to były łzy jakby z ciepłej oliwy.
Ciepło tych łez było tak bardzo kojące....
Poczułam wtedy  WSZECHOGARNIAJĄCĄ MIŁOŚĆ, która wypełniła całe moje ciało,
czułam wręcz fizycznie jakby ktoś wyciągnął moje serce, wygłaskał je z każdej strony,
zalepił w nim dziury, zalał ciepłym uzdrawiającym balsamem, jakby MARYJA PRZYTULIŁA MNIE DO SIEBIE - tak tak jestem dzieckiem BOGA :) na samą myśl o tym, czuje jakbym to przeżywała ponownie.
Nigdy takiej MIŁOŚCI nie doznałam, ciągle szukałam i szukałam a znalazłam ją tam, gdzie kompletnie się tego
 nie spodziewałam.
To było tak wyzwalające, tak niewiarygodnie piękne.... zaczęłam się rozglądać wokoło czy aby ludzie widzą
to co mnie spotyka - każdy miał zapewne własne doznania, ponieważ raczej nikt nie patrzył na mnie,
wszyscy byli cudownie pogrążeni w modlitwie.

Życzę każdemu aby mógł doświadczyć takiej właśnie miłości, już nic nigdy nie będzie takie samo.
Moje stare serce zostało w Medjugorie, a ja wróciłam z nowym......
TAK KOCHA BÓG, TAK KOCHA NAS MATKA PRZENAJŚWIĘTSZA :)

Wracając do mojego małżeństwa, to właśnie w Medjugorie zdałam sobie sprawę, czego ode mnie oczekuje Bóg a co chciała mi przekazać Maryja - pokazała mi jak Ona potrafi kochać.
Oczywiście jestem tylko małą kropelką w wielkim oceanie bożej miłości i pewnie nigdy nie będę umiała tak kochać, ale muszę zrobić wszystko aby każdego dnia stawać się doskonalsza w swojej miłości
lecz aby tak mogło się stać zrozumiałam , że najpierw muszę przebaczyć.
Przebaczyć sobie za wszystkie potknięcia, upadki, niedoskonałości....
Przebaczyć tym, którzy mnie wykorzystali, skrzywdzili, zranili......
Przebaczyć mężowi za to co było.

Nadarzyła się taka okazja.
Podczas jednej z katechez w Klasztorze Ośmiu Błogosławieństw, tuż po zawierzeniu swojego serca Maryji siostra prowadząca powiedziała, żeby wybrać sobie osobę, która nas bardzo skrzywdziła a następnie zaadoptować ją na 9 miesięcy. Adopcja polega na codziennej modlitwie za tą osobę.
To dopiero lekcja miłości dla nas, bo przecież łatwo się modlić za osoby, które kochamy, za osoby które nas kochają .....ale za oprawców, wrogów to raczej ciężko a wręcz prawie niemożliwie.

W tym miejscu, powiem Wam że warto spróbować - nie ma nic bardziej wyzwoleńczego dla nas samych jak właśnie modlitwa za nieprzyjaciół. Jeżeli Wam ciężko nawet o tym myśleć - to nie myślcie, tylko to zróbcie. Gwarantuje Wam, że wolność i uzdrowienia serca samo do Was przyjdzie.
Kiedyś pewien ksiądz powiedział :" ..nie szukaj Boga rozumem, tylko sercem..." i to jest prawda,
kiedy tak zrobisz Bóg sam będzie wiedział jak do Ciebie trafić :)

Tak więc po słowach siostry pomyślałam sobie ....
no dobra małżeństwo mi nie wyszło, to może adopcja się uda ....
haha wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo się uda.

Przy okazji powiem, że jak wyjeżdżałam to prosiłam ludzi o ich intencje, że zawiozę do Mateczki.
Moja synowa poprosiła o uwolnienie mojego męża z nałogu alkoholizmu, ja też się o to modliłam
 i moje dzieci od dawna o to proszą w modlitwie.

Tak więc zaadoptowałam mojego męża i tak modlę się każdego dnia za niego.
Na owoce modlitw oraz intencji nie trzeba było długo czekać.
Po miesiącu od powrotu z Medjugorie stał się cud, na moich oczach stał się cud.
Ale pozwólcie, że napiszę o tym kolejnego posta - będzie to świadectwo Piotra.

Dzisiaj zobaczcie jak niesamowicie piękna jest nasza Matka i posłuchajcie jak Matka Boża
działa w życiu innych ludzi - w Waszym też zapewne chce działać,
tylko zaproście ją do swoich serc i domów a okaże Wam swoją miłość.
Ona nie wchodzi w niczyje życie nieproszona. Dajcie Bogu się złapać i poprowadzić.

Jak w słowach piosenki autorstwa mojej córki Ani, mimo że jest to piosenka o miłości kobiety do mężczyzny, to świetnie tutaj pasuje : "... Kocham Cię kochanie! znów biegnę do Ciebie w zwolnionym tempie czekam aż mnie złapiesz. Nie bój się ja za nas walczę, jeśli tylko zechcesz dodaj trochę siebie a wygramy na starcie...." 
Dzisiaj ŚWIADECTWO PATRYKA, Kanadyjczyka który tak zakochał się w Matce Bożej, że zapragnął zamieszkać blisko niej :) niestety z przyczyn technicznych musicie sobie skopiować poniższy link.



A na koniec jeszcze coś o MIŁOŚCI, która jest w życiu najważniejsza - tylko pamiętajcie aby fundamentem w tej miłości był Bóg .... tylko taka jest w stanie przetrwać wszystko :)

List do Koryntian

13 1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 
a miłości bym nie miał, 
stałbym się jak miedź brzęcząca 
albo cymbał brzmiący. 
2 Gdybym też miał dar prorokowania 
i znał wszystkie tajemnice, 
i posiadał wszelką wiedzę, 
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. 
a miłości bym nie miał, 
byłbym niczym. 
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
4 Miłość cierpliwa jest, 
łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
5 nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
7 Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma. 
8 Miłość nigdy nie ustaje, 
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, 
albo jak dar języków, który zniknie, 
lub jak wiedza, której zabraknie. 
9 Po części bowiem tylko poznajemy, 
po części prorokujemy. 
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, 
zniknie to, co jest tylko częściowe. 
11 Gdy byłem dzieckiem, 
mówiłem jak dziecko, 
czułem jak dziecko, 
myślałem jak dziecko. 
Kiedy zaś stałem się mężem, 
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; 
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: 
Teraz poznaję po części, 
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: 
z nich zaś największa jest miłość.

  
Pozostańcie w miłości - błogosławionego tygodnia Wam życzę :)

piątek, 6 stycznia 2017

A wszystko to, bo Ciebie kocham

Pokój z Wami kochani, którzy to czytacie :)

Jak to zwykle w moim blogu bywa, miałam napisać dzisiejszego posta o tym co wydarzyło się
u mnie i ludzi dla mnie bliskich w ostatnim czasie.
Jednak od dłuższego czasu jestem pewna, że nie ja jestem autorem tego bloga oraz tego,
że nie mam wpływu kiedy jaka opowieść się ukaże :)

Jak się człowiek odda Bogu całkowicie, to nawet na bloga nie ma wpływu hahaha

W tym żarcie jest sporo prawdy, ponieważ jak ostatnio czytałam "swoje" zapiski,
to śmiem twierdzić, że jestem tylko narzędziem w rękach Boga i to On decyduje
co i kiedy ma się tutaj znaleźć.
A że łaska Pana jest WIELKA to tematy się nie kończą,
a że łaska Pana jest WIELKA to każdego dnia jestem świadkiem wielu cudów -
DZIĘKI CI PANIE 

Wczoraj zdałam sobie sprawę, że Bóg przez lata przyprowadzał mnie do siebie
poprzez moje dzieci.
W momentach kiedy zapominałam o Bogu, On miał dla mnie taki o to plan :
- córka Ania dostanie dar pięknego głosu, będzie śpiewała przez    całe swoje życie, potem pójdzie do katolickiej szkoły Pallotynów,  wykorzysta swój głos w chórze kościelnym,
- syn Damian będzie uczestniczył w Oazie, śpiewał w chórze,    później podczas przygotowań do Bierzmowania pozna dziewczynę Aleksandrę, która jak się później okaże zostanie będzie Jego przyszłą żoną, następnie razem z nią pójdą na katechezy i wstąpią na drogę Neokatechumenalną.

Boże kochany jak zwykle szokujesz nadmiarem wydarzeń :)

To tylko skrót wydarzeń, które działy się na przełomie 11 ostatnich lat, kiedy to zostałam
"świeżo upieczoną rozwódką" - jak mi się wydawało szczęśliwą ponad miarę, bo wreszcie uwolniłam się spod ucisku męża, z którym tylko same problemy były a ja ciągle przy nim płakałam.

Już wiecie, że mój mąż pił przez lata, że wszystko było na mojej głowie i takie tam sytuacje
niemożliwe do naprawienia. Szukałam miłości, której nie mogłam nigdzie znaleźć.
Próbowałam sobie ułożyć życie w coraz to nowych związkach.
Może nie było ich tak wiele, ale były i wszystkie kończyły się tak samo. Początek tych związków również miał wspólny mianownik a było nim POSZUKIWANIE MIŁOŚCI .

Był to też czas kiedy całkowicie zapomniałam o Bogu, ale On BÓG o mnie pamiętał :)
I właśnie tak sobie pomalutku, spokojnie, każdego dnia prowadził moje dzieci abym i ja podążała za nimi (jako dobra matka ma się rozumieć).
Tym sposobem czyli PLANEM BOSKIM uczestniczyłam w życiu swoich dzieci, czyli życiu Kościoła ponieważ musiałam być na każdej mszy, na której oni śpiewali, na każdym przedstawieniu typu Jasełka, na Bierzmowaniu itd
Nikt mnie do tego nie zmuszał, ale BÓG ZNA NAS PO IMIENIU i wie, że do mnie najlepiej trafić poprzez dzieci, które zawsze kochałam i kocham nad życie, wie że byłam i jestem z nich dumna, uwielbiałam i uwielbiam być świadkiem jak się rozwijają i że nie mogłabym przepuścić żadnej okazji związanej z nimi właśnie :)

Ot i właśnie tak sobie to Pan Bóg wymyślił, że dał mi NAJPIĘKNIEJSZY DAR W ŻYCIU CZYLI MOJE DZIECI :) 
I  uczynił ze mnie matkę, o której niektórzy mówią, że jest nadgorliwa, nadopiekuńcza itp
No tak, czas prawdzie spojrzeć w oczy - TAK, TAK, TAKA TA MATKA WŁASNIE JEST ;)
Ale z biegiem czasu widzę, że choć potykałam się po drodze i popełniałam błędy matczynej nadgorliwości,
to w podsumowaniu nie wyszło chyba najgorzej haha .........
ale to już muszą moje dzieci ocenić ;)

No dobrze tyle wstępem do Boskiego Planu :)

Trzy lata temu, kiedy byłam jak mi się wydawało w najlepszym ze związków od kilku lat,
nagle zaczęłam czuć, że i tak czegoś mi brakuje.
Wewnętrznie "coś" mi mówiło, że źle postępuje i że nie tędy droga - ale jak przerwać "coś", co wydaje się być darem od losu po tylu latach zaczynania wciąż od początku ?
No właśnie "coś" - nie miłość, nie dobro, nie szczęście, nie małżeństwo, tylko "coś".
COŚ to określenie czegoś bliżej niezidentyfikowanego, bezimiennego.
Tak więc "COŚ" nie może być dobre jak mi się wówczas wydawało.

Jeszcze jedna WAŻNA sprawa - doszłam do wniosku, że całe moje życie to było szukanie
CZEGOŚ ZAMIAST. Tak dzieje się wtedy jeżeli szukacie tego "czegoś" ale nie wiecie czego, że więc łapiecie się wszystkiego co się przytrafia po drodze "zamiast" tego, czego naprawdę Wam brakuje. Mam nadzieję, że nie jest zbyt skomplikowane.

No dobrze  TYLKO CO BYŁO TYM CZYMŚ czego mi brakowało?
I ZAMIAST CZEGO tego szukałam?

Wtedy nagle przypomniałam sobie o Bogu - bo jak by inaczej skoro jak trwoga, to do Boga.
Uzmysłowiłam sobie, że każda Msza św. na której byłam w tamtym czasie
(ciężko było wtedy mówić o pełnym uczestnictwie), czyli każda msza na której bywałam z powodu oczywiście "występów gościnnych" moich dzieci ( nie Boga) jest przeze mnie przepłakana.

No ludzie jak to? Beata weź się zastanów i uzmysłów sobie wreszcie, że na każdej Mszy
ryczysz jak bóbr, że to trwa przez tyle lat.
Noooo Beata nawet jak już masz świadomość tego płaczu i ze wszystkich sił starasz się go powstrzymać to i tak łzy same leją Ci się po policzkach.

Kobieto czy Ty jesteś nienormalna ? czy tylko taka ślepa , żeby tego nie zauważyć?
Ja Cię sunę, faktycznie jestem jakaś dziwna:)

Dopiero Ola wówczas dziewczyna mojego syna powiedziała do mnie :
" to cudowne Pani Beato, to wielki DAR ŁASKI te łzy, ludzie mają rożne dary a Pani
widocznie taki dostała" .........  Ola, że co ja dostałam ? jaki dar kobieto, o czym Ty mówisz? haha

Jak sobie przypomnę tamte chwile, to śmieje się jak dziecko ale OLA TO DOBRY DUCH NASZEJ RODZINY I MOJA DUCHOWA PRZYJACIÓŁKA, nawet teraz ( a może szczególnie teraz) kiedy od 2 lat jest moją synową ;)  DZIĘKUJĘ CI OLEŃKO ŻE JESTEŚ !!!

Faktycznie jestem jakaś inna ;)
No ok ok ale co teraz mam zrobić ? tamte słowa wprowadziły w mojej głowie zamęt, no bo jak to ?
Ja grzesznica, ja poraniona kobieta ciągle chodząca po krawędzi żyletki dostałam jakiś DAR ?

I dlaczego akurat taki ? Skoro Bóg chciał mi coś dać, to przecież wiedział, że ryczę przez całe swoje życie,
a On daje mi dalszy płacz........ A nie mogłam dostać DARU MIŁOŚCI ?
   
Skoro już dostałam ten dar, to coś trzeba było z nim zrobić ..... tylko co ?
.....ryczeć, ryczeć,ryczeć, Eucharystia - płacz, Modlitwa - płacz, świadectwa ludzi - płacz,
Uwielbienie - płacz ....... O Matuchno kochana przecież ja mam jakiś monopol łez :)

Wracając do wątku powrotu do Boga, usłyszałam o Seminarium Wiary w Kościele Matki Bożej
Pocieszenia na ul.Bulwarowej w Nowej Hucie.

Postanowiłam, że może poznam choć odrobinę Tego, który chce mnie wykończyć
tym Darem łez.
Całe Seminarium jest niesamowite - POLECAM wszystkim, a jest organizowane co roku więc można
iść w każdym momencie.
Dzisiaj nie będę opowiadać o całym Seminarium - nie zabiorę Wam tej radości odkrywania
Boga indywidualnie i oczywiście siebie samych ;)

Opowiem o zakończeniu, a wyglądało tak ......

Koniec Seminarium -  modlitwy wstawiennicze.
Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli takich modlitw, polegają na tym, że siadasz lub stoisz a nad Tobą modlą się inni ludzie (przeważnie kilka osób).
To są szczególne osoby, które swoją szczególność zdobyli przez lata rozwoju duchowego,
którego fundamentem jest Trójca Przenajświętsza (tak w skrócie moimi słowami ).

Jak przyszedł moment abym podeszła do takiej modlitwy, to uciekłam z Kościoła.
Ciężko mówić czego się bałam, bo nic złego się nie działo lecz myślę sobie tak z biegiem lat,
że może wyczuwałam, że moje życie może się zmienić i to był strach przed nowym, nieznanym.
Dodatkowo w tamtym czasie, jak już pisałam powyżej byłam w związku, który jak mi się wydawało
nie powinien mieć miejsca ale z drugiej strony był (na tamten moment mojego myślenia)
najlepszym co mogło mi się przytrafić.
Tak więc uciekłam, stanęłam przed Kościołem a wtedy pojawiła się dziewczyna i bez zbędnych
pytań powiedziała : " tam stoi trzech facetów, to Rycerze św. Michała Archanioła - są od rzeczy niemożliwych
i na pewno ci pomogą"...... ŻEEEE COOO ? RYCERZE W XXIw.?
Oczywiście popatrzyłam na nią jak na kosmitkę, pomimo że już wtedy wiele zdązyłam widzieć. Byłam wtedy chyba ostatnią osobą, która podeszła aby się nad nią pomodlić, ponieważ
zupełnie w to nie wierzyłam, ale to nic a nic.
No cóż, skoro się powiedziało A to trzeba powiedzieć B, przecież nic mi nie zrobią,
jak nie będę chciała to i tak na siłę życia mi nie zmienią - zresztą i tak nic nie da się zrobić ....

Pomimo braku wiary oraz wstydu,że muszę o swoich problemach opowiadać facetom, do których nie miałam zupełnie zaufania podeszłam.
Opowiedziałam im w skrócie, i powiedziałam też, że nie wiem o co się mają modlić,
bo nie widzę żadnego rozwiązania a Oni próbowali mi powiedzieć , że moje
życie nie jest na dobrej drodze lecz skoro tu przyszłam to jestem w dobrym miejscu. Powiedziałam tylko : "dobra róbcie co chcecie, skoro nie umiem sformułować prośby
...... no może pomódlcie się o wyprostowanie mojej drogi".

PRZYPOMINAM, ŻE NIE MIAŁAM WTEDY WIARY ZA GROSZ.
Po tej modlitwie już nic nie było takie samo, oczywiście nie stało się to od razu ale po 10 miesiącach byłam już na dobrej drodze- drodze nawrócenia, biegnąc do spowiedzi i przyjmując komunię, której tak bardzo pragnęłam. Po roku zdałam sobie sprawę, że dniem nawrócenia jaki wybrał dla mnie Pan był 8 grudnia. Kiedyś nie miałam świadomości jakie to Święto, do czasu jak do mnie to dotarło,
to zaczęłam ryczeć jak dziecko, to było jak grom z jasnego nieba......
( I znowu Dar łez ...... ten Dar okazał się niezwykle uwalniający :) )

Nie dość, że tego dnia jest Godzina Łaski, to jeszcze jest to Święto Niepokalanej Marii Panny

To niesamowite jak Bóg nas kocha i jak nas zna po imieniu, wie co dla nas będzie najlepsze  

CHWAŁA PANU I RYCERZOM ŚW.MICHAŁA ARCHANIOŁA!!!

Dzisiaj wiem do czego mnie Bóg tak pięknie przygotowywał i będę to opisywała dalej.
Jednak gdyby ktoś mi wtedy powiedział ile ŁASK BOŻYCH będzie mi jeszcze ukazanych to nigdy bym nie uwierzyła - nie byłam gotowa i Bóg o tym wiedział.

Od tamtej pory modlitwy wstawienniczej minęło prawie 3 lata, od momentu pierwszej spowiedzi,
którą odbyłam po latach i przyjęłam Najświętszy Sakrament do serca minęły 2 lata.
Ten czas, to czas rozwoju, wzrastania w Bogu, a także przygotowania na to, co wydarzyło się 2 miesiące temu i dalej się rozwija :) lecz o tym opowiem następnym razem :)

LIST DO RYCERZY ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA
Jesteście dla mnie Rycerzami XXIw, którzy stają murem za każdym potrzebującym.
ZA TO WAM STOKROTNE BÓG ZAPŁAĆ !!!!
BĘDĘ SIĘ MODLIĆ ABY DOBRY BÓG DAŁ WAM WIELE ŁASK ZA ŻYCIA I W NIEBIE. AMEN

Wszystkim czytającym mojego bloga, życzę WIELU ŁASK W NOWYM ROKU 2017

DZIĘKI CI PANIE ZA ŻYCIE I ZA TO, ŻE MOGĘ ŚWIADCZYĆ O TOBIE !!!!



poniedziałek, 7 listopada 2016

Boże żartownisiu - jak mogłeś?

 Dzisiaj będzie o Bogu, który od żartów nie stroni :)



Jest niedziela, a właściwie już poniedziałek ponieważ od północy minęło 40 minut.
Nie zauważyłam upływającego czasu ponieważ zamarłam w stanie szoku jakiś czas temu.... jak długo to trwało to nie mam pojęcia ale fakt jest jeden : środek nocy a ja w zupełnym osłupieniu siedzę na łóżku i powtarzam w kółko "Boże ....jak mogłeś? Kiedy wymyśliłeś sobie taki plan na moje życie? Jak to się stało, że nie zauważyłam?"

A i owszem tak wiele podziało się w moim życiu odkąd postanowiłam pisać tego bloga,
że przez ostatni czas bardzo długo milczałam ponieważ najzwyczajniej w świecie
nie wiedziałam o czym najpierw powinnam napisać.
Pomyślałam że wszystko tak ładnie układa się w całość, że wstanę rano i wreszcie
podzielę się z Wami moimi ostatnimi przeżyciami a tu upsss !!!

Nie będzie to jutro lecz dzisiaj dzisiaj, nie będzie to w ogóle to o czym myślałam że napiszę.....
no ok już nie mące więcej tylko zacznę od początku....


Jakiś czas temu w mojej Wspólnocie Prezbiter opowiedział o swoim wyjeździe do Medjugorie.
Medjugorie znaczy dosłownie "pomiędzy górami", tam właśnie w malej wiosce
w obecnej Bośni i Hercegowinie ukazała się małym dzieciom Matka Boska.
Było to ponad 30 lat temu, te dzieci są obecnie w moim wieku i w dalszym ciągu Matka Boska przychodzi do nich.

Czyż to nie jest piękne ?
Często słyszeliśmy o objawieniach naszej Matki ale były to opowieści z dawnych lat,
a tu nagle wiadomość, że jest miejsce, że są ludzie którym ciągle to się przydarza - można powiedzieć, że dzieje się to teraz i to naszych oczach.
Ale nie o samym Medjugorie chcę dzisiaj napisać, tylko o tym, że jak pomyślę,
że jest jeszcze wielu ludzi, którzy tam nie byli, którzy nie poczuli tego na własnej skórze
to jedno pytanie tylko się nasuwa - JAK TO MOŻLIWE?
To tak jak z uczestnictwem we Mszy św. - tylu ludzi chodzi ale czy coś słyszy podczas tej mszy ?
Słuchacie czytań ? Przecież tam sam Bóg do Was mówi, daje Wam wskazówki jak żyć.
A my co? Głusi jak pień, wracamy do naszych codziennych zajęć i tylko się szarpiemy z życiem, zamiast oddać to Bogu.

Własnie jak to możliwe, że skoro owe dzieci z Medjugorie są w moim wieku,
to ja dopiero teraz o tym wszystkim usłyszałam?

I tu jest wielka tajemnica Boga - widać nie byłam na to wcześniej gotowa.

Odpowiedź jest jedna lecz ma dwa etapy - dotyczą one nie tylko mnie ale większości z Was.

Po pierwsze przez bardzo długi okres naszego życia chodzimy ślepi i głusi na wielkie łaski,
które Bóg dla nas przygotował.
Nie potrzeba Medjugorie żeby dostrzec jak bardzo ludzie uciekają teraz od Kościoła
tłumacząc sobie, że sami są kowalami swojego losu

"Bóg ? ..... zwariowałaś? ............
to ja jestem Panią, Panem swojego losu, Boga nie ma, bo gdyby był ....."
i tu zawsze pojawia się litania argumentów nie do podważenia : wojny na świecie, umierające
lub chore dzieci, bieda, wręcz ubóstwo, rozpadające się rodziny itd
Mogłabym wymieniać w nieskończoność, ponieważ tyle złych rzeczy ostatnio słyszałam na temat braku Boga, że gdybym Go jeszcze nie doświadczyła to z pewnością dałabym się omamić
tym kłamstwom.

Nie chcę oczywiście oceniać tutaj nikogo, wręcz przeciwnie jestem na takim etapie
swojego życia, że gdy słyszę że Boga nie ma to wręcz płakać mi się chce,
jak bardzo ubodzy są Ci ludzie, którzy tak mowią, jak bardzo musi im być w tym życiu trudno.

A przecież On nam powiedział " Przyjdźcie do mnie Wy wszyscy, ktorzy utrudzeni jesteście a Was pokrzepię".
Chcialabym krzyczeć : LUDZIE JA NIE JESTEM NIKIM WYJATKOWYM,
ŻE DOSTĄPIŁAM ZASZCZYTU ŁASKI, ŁASKI WRĘCZ FIZYCZNEGO SPOTKANIA
Z BOGIEM!!!   ON WAS KOCHA TAK SAMO JAK MNIE, MA DLA WAS DOKŁADNIE TE SAME ŁASKI, TYLKO MU NA TO POZWÓLCIE.

Gdybyście tylko wiedzieli jak można odpocząć w łasce Pana, to wszyscy chodzilibyście
wypoczęci i uśmiechnięci. Gdybyście wiedzieli jak bardzo On Was kocha, to nikt nie szukałby miłości tam gdzie jej nie ma, nie tracilby czasu ani sił na przypodobanie się za wszelką cenę tym ludziom, ktorzy Was nie szanują, nie chcą.

No cóż lecz nawet tutaj w przypadku Bożej milości można przytoczyć powszechnie znane powiedzenie "cały w tym ambaras aby dwoje chciało na raz".

Dokładnie tak - On nas kocha, poświęcił dla nas swojego syna, DLA NAS powtarzam, nas wszystkich a my każdego dnia mowimy mu "sorry nie dzisiaj".

Jestem matką i nie wyobrażam sobie, żebym poświęciła ktorej z moich dzieci dla kogokolwiek, wręcz przeciwnie, kiedy tylko ktoś chce je skrzywdzić rzucam się jak lwica żeby je bronić.....
a co dopiero dobrowolnie oddać ich w ręce oprawców.

I to w jakiej sprawie?
 za kogoś kto mialby mnie gdzieś ?
nooooo to jeszcze nie oszalałam.....

Lecz skoro już tak się zdarzyło, że Bóg własnego Syna Jezusa Chrystusa wydał w ręce
oprawców za mnie ( i za Ciebie ) żeby mnie żyło się lepiej, żebym nie taplała się
we wszechobecnym bagnie, ciemności podobno której boi się 90% populacji ludzi
a jednak na co dzień nie dostrzegają światła, to ja mam go teraz kopnąć w cztery litery?
i do tego powiedzieć jeszcze
" SORRY BOŻE, ALE CO TY MOŻESZ? ... TO JA JESTEM PANIĄ SWOJEGO ŻYCIA"
Noooo NIE!!!  litości ludziska budzimy się, teraz jest najlepszy moment !!

A może zamiast tego powiedzieć :
" Ok. Boże, co prawda nie znam Cię jeszcze, nie widziałem, jestem jak niewierny Tomasz
i muszę Cię dotknąć, więc - SORRY ale pokaż co potrafisz".

Nawet nie macie pojęcia jakie by to bylo dla każdego z Was jak cudowne uzdrowienie,
jak z najgorszej postaci raka - wiem co mówię, ponieważ doświadczam tego każdego dnia.

Mnie możecie nie wierzyć, możecie się śmiać że nawiedzona jakaś się znalazła..... możecie,
macie do tego święte prawo (które też od niego pochodzi, wszak to wolna wola jest).....

Lecz MOŻECIE też dać mu szansę, taką szansę o jaką czasem prosicie swoją żonę, męża, narzeczonego, partnerkę, przyjaciela kiedy coś nawalicie.
Ludzi bliskich sercu potrafimy czasem błagać o jeszcze jedną szansę, więc dlaczego nie dać jej JEMU?
Wystarczy powiedzieć "DAJE CI POZWOLENIE - NOOO! DZIAŁAJ BOŻE " - jestem pewna,
że ktoregoś dnia ktoś z Waszych bliskich znajdzie Was w takiej pozycji jak ja siebie dzisiaj dostrzegłam, pozycji wszechobecnego stanu szoku, jaki ja doznałam dzisiaj.
Tego co Bóg dla mnie przygotował nie mogłam odkryć wcześniej, bo nie byłam na to gotowa.
On mnie pomału przygotowywał do tego dnia - ciekawe co będzie dalej :)

I tu przechodzimy do punktu drugiego

2) Gdybyście teraz się dowiedzieli co Bóg dla Was zaplanował już w momencie kiedy Was
tworzył to żadne z nas mogłoby tego nie przeżyć.
NIE JESTEŚMY GOTOWI na aż tak wielki szok, dlatego zarówno oczy jak i uszy
otwierane są nam powoli.
Dopiero później jak zaczynamy przypominać sobie momenty z naszego życia, to zaczynamy jasno widzieć działanie Boga w tym naszym wydawałoby się skrzętnie zaplanowanym przez nas samych życiu. Zaczynamy widzieć, jak Bóg pomaleńku skreślał każde z naszych marzeń i mówił :
"SORRY BEATKO NIE TĘDY DROGA".
Booooże jaki Ty potwór jesteś ......
a on wtedy dopowiada:
" SPOKOJNIE KOBIETO, MAM DLA CIEBIE COŚ LEPSZEGO" i daje nam "TO".
A my SZOOOOOK :):)

No cóż już tacy jesteśmy, że uwielbiamy układać sobie życie, tak skrupulatnie dzień za dniem, tak skrupulatnie na kilka lat do przodu. A Pan Bucek ciągle mówił :"SORRY ALE NIE".

I co wtedy? gdzie nie spojrzeć w przeszłość to wszystko nam psuł, coraz większy ból naszego EGO, jakże ono jest wielkie, a za nim pęcznieje w chwale nasza PYCHA.
Otwieramy oczy, nadstawiamy uszu a tu tylko jedno BÓL....
oj! jak boli ...... nooooo musi boleć......
ból jest tym większy im większe nasze ego i pycha kiedy zdamy sobie sprawę, że nasza droga nie działa.....

Lecz spokojnie!!! Im większy ból, tym większa łaska :)

Ból szybko minie kiedy mu powiecie no dobra Boże zabierz to ode mnie, nie chce tego wszystkiego.
To tak jak byliśmy dziećmi i mówilismy do rodzicow "już będę grzeczna, grzeczny tylko nie mówmy juz o tym".
I ja Wam mówię : "SPOKOJNIE"
On Wam wszystko złe zabierze, uzdrowi Wasze serca, odpoczniecie przy nim i daj Boże w nim samym ( mam na myśli sakrament komunii)-  wystarczy tylko chcieć, wystarczy tylko poprosić.

Tak sobie pomyślałam, że same moje słowa które mam w głębi duszy nie wystarczą,
niektórzy ludzie o typie nazwijmy to "naukowca" potrzebują namacalnych dowodów, "PRZYCZYNA-SKUTEK" itd., tak więc czas na moje kolejne świadectwo.

Cztery lata temu moja sytuacja życiowa nagle stała się nazwijmy to dość krytyczna.
Dokładnie mówiąc straciłam pracę i na jakiś czas, dość długi zresztą pozostałam
bez środków do życia. Pomogli mi oczywiście wtedy moi bliscy, jednak jako samotna matka
i przy okazji dumna kobieta szukałam różnych sposobów aby nie być zależną od kogokolwiek.
Moją traumą życiową zawsze było proszenie o pomoc, więc i teraz nie chciałam tego robić, wydawało mi się to takie ujmujące mojej dumie, mojemu ego.
Ponieważ przez całe swoje życie nigdy nie stroniłam od pracy, zawsze pracowałam na kilku
etatach, tym ciężej było mi zrozumieć dlaczego nie mogę tej pracy znaleźć.
To trwało jakieś pół roku. Przez ten czas codzienną moją "pracą" stało się przeszukiwanie
ofert pracy, wysyłanie CV, chodzenie na rozmowy i tak przez 8 godzin dziennie
przez pół roku.
I co? i dalej nic.
Któregoś dnia już zupełnie zrezygnowana, wracając z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej,
nagle poczułam że muszę wstąpić do kościoła.
Kościół o którym mowa oddalony był od mojego domu kilka przystanków, więc wysiadłam
z tramwaju i poszłam. Na co dzień do kościoła raczej nie chodziłam, ponieważ żyłam tylko poszukiwaniem pracy, poza tym nie miałam zwyczajnie kasy żeby dojechać do tego kościoła. Powiecie że mogłam iść na nogach.... owszem mogłam, tylko po co?
Zresztą miałam swój parafialny kościół nieopodal domu, tak więc też mogłam do niego wstąpić.
Lecz człowiek upadły jest człowiekiem tak bardzo wątpiącym, tak bardzo tkwi w ciemności,
że przestaje widzieć sens życia, a co dopiero sens chodzenia do kościoła, więc gdyby zawieźli mnie do tego kościoła, też pewnie znalazłabym jakąś wymówkę.

Tak więc byłam tak zrezygnowana, tak zmęczona a wręcz wykończona psychicznie,
że jak weszłam do kościoła to zdołałam tylko paść na kolana przed obrazem Najświętszego Serca Jezusa i wykrztusić z siebie słowa, które to miały wytłumaczyć mnie przed Bogiem dlaczego Go tak skrzętnie omijam i przy okazji mile połechtać moje ego, że niby nie ze swojej winy
do tego kościoła nie chodzę.

Słowa moje brzmiały:
" Panie Boże Ty wiesz, że przychodziłabym tu codziennie ale jest mi nie po drodze".

Tylko tyle...... a może aż tle ! ..... jedno zdanie, które zmieniło moje życie.
A tak przy okazji to uważajcie jak się modlicie, jakie słowa wypowiadacie, bo mogą się wypełnić.

A następnie pojechałam tramwajem do domu, z lękiem że nie mam na bilet, a jeszcze tego by mi brakowało żeby mnie złapali bez biletu.

Nie pamiętam ile dni minęło zanim ktoś zaprosił mnie na rozmowę, ale efektem mojego jednego zdania, które miało być moją wymówką była PRACA.

Taaaaaaak dostałam pracę !!! Nareszcie ją znalazłam!!!!
Minęło co prawda dwa miesiące ale ją dostałam.

Nie widzicie nic dziwnego?
Ktoś powie "no co w tym dziwnego ? szukała i wreszcie znalazła".

Cały myk w tym, że praca którą dostałam była zaledwie kilkanaście metrów od Kościoła,
w którym klęczałam jeszcze chwilę temu, tłumacząc się "Boże jest mi do Ciebie nie po drodze". 
A Bóg na to : "Mówisz i masz".

Żebyś już nie miała wymówki, to oprócz pracy załatwiłem Ci codzienne
odwiedziny u mnie, w moim domu. ZAPRASZAM CIĘ !!!
No jaja pańskie ja Wam powiem :):)
Każdego dnia jestem coraz bardziej zaskakiwana co też Bóg żartowniś ma dla mnie przygotowane :)
Ale też każdego dnia dziękuję Mu za to, że tak świetnie bawi się moją osobą, ponieważ wiem,
że tylko On wie co jest dla mnie najważniejsze :)

Aż jestem ciekawa, co na to umysły "naukowe".

O Medjugorie oraz reszcie cudów i znaków na mojej drodze opowiem następnym razem,
jest tego tak dużo, że dostalam ostatnio od Przyjaciół przydomek "Beata od Znaków" :)
Za przydomek dziękuję - jest Booooooski ;) a teraz idę na zasłużony odpoczynek.
Jutro od rana będę chwalić Boga za Jego wielką miłość do nas i dziękować za wszystkie łaski, którymi tak obficie nas obdarza - wystarczy tylko poprosić. Ja już nauczylam się prosić, a Wy?

Wielu Błogosławieństwa Wam życzę na Waszej drodze :)